Powrót na stronę główną
Społeczeństwo

Żaden polonista nie popełnia błędów językowych

  • 19 lipca 2017
  • Gabriela Deda
  • Komentarzy: 9
  • Odsłon: 389
Żyjemy w takim idealnym świecie, w którym wszyscy wykształceni ludzie świetnie znają się na tym, czego uczyli się na studiach. Osoby, które poświęciły na naukę pięć (bądź nawet więcej!) lat, nie mogą nie wiedzieć czegoś, co bezpośrednio związane jest z dziedziną, którą się zajmują.

Żyjemy w tak idealnym świecie, że wszyscy studenci przykładają się do nauki. Całe dnie spędzają na uczelni, a nocami na własną rękę zdobywają nową wiedzę. Oznacza to, że nie trzeba jeszcze skończyć studiów, a już należy mieć ogromną wiedzę na dany temat. Po pierwszym tygodniu nauki można więc śmiało traktować studenta jak eksperta.

Wychodzi na to, że nikt, kto studiuje polonistykę, nie może popełniać błędów językowych. Żaden student matematyki nie może pomylić się w obliczeniach. Przyszły lekarz już po pierwszym roku studiowania potrafi diagnozować oraz leczyć wszystkie choroby rodziny oraz znajomych. Łącznie z tymi psychicznymi.

Nie wiem skąd bierze się przekonanie, że mamy prawo czegoś tak po prostu nie wiedzieć. Czyż nie po to chodzimy na studia, by wiedzieć wszystko? Ale tak naprawdę absolutnie wszystko z danej dziedziny? Oczywiście, że po to!

Całkowicie rozumiem ludzi, którzy dziwią się, że nie wiem przez jakie „ży” napisać dane słowo lub gdzie postawić przecinek. Przecież właśnie po to poszłam na polonistykę, prawda? By wiedzieć. A to, że na polonistyce – wbrew pozorom – wcale nie uczą zbyt często poprawności językowej, to już jedynie mój problem. Wybrałam taki kierunek studiów, więc do mojego obowiązku należy wiedzenie wszystkiego co z językiem polskim związane. Nie można tutaj pozwalać sobie na tanie wymówki. Gdybym chciała uprawiać niewiedzenie, to nie chodziłabym do żadnej szkoły. A już z pewnością nie poszłabym na studia!

Nie odpowiada mi traktowanie mnie jak osoby, która dopiero się uczy. To mi uwłacza. Uczenie się to proces, który powinnam zakończyć już bardzo dawno temu. I naprawdę jest mi bardzo przykro, gdy ktoś mówi: „nic nie szkodzi, przecież nie możesz wiedzieć wszystkiego”. Nie mogę? Ależ ja muszę wiedzieć wszystko! Koniec i kropka!

Traktujmy studentów i ludzi z wyższym wykształceniem tak, jak na to zasługują. Wymagajmy od nich wiedzy, którą przecież powinni posiadać. Nie pozwalajmy na zapominanie, a już tym bardziej na nieumiejętność czy niewiedzę! To naprawdę bardzo smutne, gdy próbujemy usprawiedliwiać takie niedopatrzenie. Ludzie, którzy przymykają oko na jakieś niedociągnięcia, nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo ranią drugą stronę taką postawą.

Nie bądź obojętna na czyjąś niewiedzę. Jeśli ktoś powinien coś wiedzieć, to ma to wiedzieć i koniec. Po co komplikować całą tę sprawę? Gdy spotykasz się z osobą, która nie wie czegoś, co powinna mieć w małym palcu, oznacza to, że ta osoba po prostu do danej rzeczy się nie nadaje. A twoim obowiązkiem jest uświadomienie jej tego. Niech poszuka sobie nowej drogi życiowej albo niech zaszyje się w przyczepie w lesie – to przecież nie twój problem, co zrobi. Ale jedno jest pewne: nie może robić czegoś, na czym się nie zna. A skoro nie umiała odpowiedzieć na któreś z twoich pytań, to chyba jasne, że się na tym nie zna.

Prawda?

  • Nie można wiedzieć wszystkiego, to fakt. Ale swoje podwórko dobrze ogarniać jak najlepiej. Miałam w liceum polonistkę, która popełniała błędy ortograficzne i gramatyczne. Było to dość żenujące. Od tamtej pory – zero tolerancji dla takich przypadków u osób, dla których język, w mowie i piśmie, jest podstawowym narzędziem pracy (a już w ogóle wtedy, gdy uczą innych). Zwłaszcza ojczysty język.

    • Oj, tutaj się zgadzam. Nie można przymykać oka na podstawowe błędy – szczególnie, gdy jest się nauczycielem. Wprowadzanie w błąd jest niedopuszczalne. Trzeba wtedy po prostu przyznać, że czegoś się nie wie, później to sprawdzić i przekazać uczniom poprawne i sprawdzone informacje. :)

    • o właśnie, ogarnianie własnego podwórka to podstawa. natknęłam się na osobę, która w firmie podróżniczej miała problem ze zlokalizowaniem jednego z europejskich krajów, wg niej kraj ten znajduje się na innym kontynencie -.-‚ (i nie, to nie klasyczne mylenie Austrii z Australią ;) )

  • Ja skończyłam geografię, a czasem nie mam pojęcia, gdzie jest dane miasto lub kraj ;)

    • No coś Ty, naprawdę? Wstyd, wstyd!
      :DDD

  • Myślę,że wynika to z tego, że mimo ogromnego doświadczenia i wyższego wykształcenia, czesto pracujemy w innym zawodzie albo zawodzie wyuczonym , ale w konkretnej specjalizacji i to czego nie stosujemy z czasem zanika, ale stajemy się ekspertami węższego kręgu :) Ja mam tak z medycznymi kwestiami :)

  • Skończyłam informatykę, ale nie uważam się za eksperta w każdej dziedzinie, którą na studiach miałam. Wstyd.

  • Zgadzam się i nie zgadzam. Jasne, niedopuszczalne jest, jak nauczyciel polskiego popełnia podstawowe błędy. Ale…
    Nie każdy po filologii polskiej jest nauczycielem, może nawet nie mieć uprawnień ;) Nie każdy jest językoznawcą. Czy literaturoznawcą.
    Generalnie mnie też boli i bolało, że studia kończą osoby niedouczone, leniwe, niestety w Polsce jest na to przyzwolenie, tyle że to zupełnie inny temat. I nie oszukujmy się – nie ma osoby, która nie popełnia błędów, bo język polski nie jest prosty. I to niezależnie czy jest filologiem czy nie. Sama mówisz – nauka to proces. W przypadku języka polskiego, trwać będzie najpewniej całe życie. Można wkuć wszystkie państwa na świecie, ale znać wszystkie słowa? Nie ma szans! Językoznawca może nie znać świetnie kanonów literatury (które i tak się zmieniają i są subiektywnym wyborem), a literaturoznawca może mieć problemy ze strukturą tematyczno-rematyczną zdania. I czasami nie jest to kwestią „po co mi to wiedzieć”, ale szerokości tych dziedzin, co skutkuje subiektywnym wyborem zagadnień przez prowadzących na danym uniwersytecie. Nie nauczymy się czegoś, z czego istnieniem się nie zetkniemy. :)
    Także mogę powiedzieć, jako osoba m.in. po filologii polskiej, mająca doświadczenie także jako wykładowca i nauczyciel – pozwalam na niewiedzę. Pozwalam na niewiedzę i zapominanie, bo jeśli ktoś ma pasję i chęć, to wie, jak daną wiedzę znaleźć, albo że się z nią zetknął i po nią sięgnie. I nie jest to kwestia usprawiedliwiania, ale podejścia do życia i świadomości, że ludzie są rożni, w inny sposób uczą się, pamiętają i… mają różne priorytety. O ile człowiek ma trochę samokrytyki i nie krzywdzi swoją niewiedzą innych – dobrze jest. :)

    Pozdrawiam!

    • Zgadzam się z Tobą w 100%, bo właśnie taki jest ostateczny wydźwięk mojego tekstu. :) Wszyscy mamy prawo do błędów, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi. :)
      Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz!

CZEŚĆ!
Studiuję polonistykę, piję dużo książek, czytam jeszcze więcej kawy i czasami trochę miesza mi się od tego w głowie. :)
Najpopularniejsze
Facebook
Wyzwanie czytelnicze
Obserwuj mnie na Instagramie

@gabriela.deda