Powrót na stronę główną
Język polski

Wulgaryzmy są spoko

  • 21 maja 2016
  • Gabriela Deda
  • Komentarzy: 9
  • Odsłon: 694
Tekstów o wulgaryzmach powstała już cała masa, więc sądziłam, że ja nie muszę po raz kolejny poruszać tego tematu. Po ostatnim tekście, przepełnionym „brzydkimi słowami”, okazało się jednak, że nie bardzo mam wyjście i taki wpis muszę stworzyć. Więc tworzę.

Zacznę może od najbardziej wyświechtanego stwierdzenia, jakie może paść w temacie wulgaryzmów, mianowicie: wulgaryzmy są integralną częścią języka. Język bez nich byłby tak pusty, jak świat bez czekolady. Niby da się tak żyć, no ale co to za życie?

Ludzie mają tendencję do oceniania innych na zasadzie „przeklina – jest niewychowany i mało inteligentny”, „nie przeklina – jest kulturalny i niezwykle inteligentny”. Nie zgadzam się z takim podziałem. To, czy ktoś używa wulgaryzmów czy nie, nie musi klasyfikować go od razu do jakiejś konkretnej grupy społecznej. Oczywiście może, ale nie musi. I umówmy się – nie rozmawiamy tutaj o osobach, które kurwy używają zamiast przecinka. Nie popadajmy w skrajności i podejdźmy do tematu rozsądnie i z odpowiednim dystansem.

Na kulturze języka prowadzący opowiadał nam o sytuacji, w której jakiś dres podszedł do swojej dziewczyny i powiedział jej:

– Ale jesteś zajebista z ryja.

A ją to ucieszyło. O takich przypadkach dzisiaj nie rozmawiamy, bo to naprawdę jest zupełnie inna bajka.

Wulgaryzmy to słowa bądź zwroty nacechowane ekspresywnie. Używamy ich, bo chcemy wyrazić swoje emocje – pozytywne bądź nie. Wszyscy się z tym zgadzają i potakują głowami, gdy słuchają takich zdań, ale jednocześnie oburzają się, gdy ktoś używa za dużo wulgaryzmów, nawet gdy robi to sporadycznie. Mój ostatni tekst faktycznie był przesiąknięty różnego rodzaju inwektywami, ale dlaczego mam używać delikatniejszych słów, skoro ten temat nie wzbudzał we mnie delikatniejszych emocji? Jeśli ktoś zabił nam kota, to nie powiemy, że jest to bardzo niedobry pan, tylko po prostu chuj, skurwiel, skurwysyn czy jakie tam przekleństwo akurat wpadnie nam do głowy. To chyba oczywiste. Poprzedni tekst był dla mnie naprawdę ważny i niezwykle osobisty, a temat wzbudzał we mnie tak silne emocje, że gdybym opisała to delikatniej, to minęłabym się z prawdą, a tego nie chciałam.

Moje teksty nie opierają się głównie na wulgaryzmach (choć nie przeczę, że od czasu do czasu jakiś się trafi), więc trochę smuci mnie fakt, że ktoś pisze mi, iż mogłabym użyć delikatniejszych słów i opisać to nieco inaczej. Pewnie, że bym mogła. Ale skoro tego nie zrobiłam, to najwyraźniej miałam ku temu poważny powód, bo chyba wszyscy doskonale wiedzą, że nie rzucam wulgaryzmami i inwektywami na lewo i prawo.

Wulgaryzmy są trochę jak neologizmy – używane poprawnie i w konkretnym celu są jak najbardziej uzasadnione i dopuszczalne. Bo przecież po coś zostały stworzone, prawda? Do dzisiaj traktujemy je jak temat tabu i uważamy, że ci, którzy przeklinają, to niewychowane chamy. Ulegamy temu stereotypowi częściej niż powinniśmy. A wulgaryzmy to nie dość, że ważna i potrzeba rzecz dla języka, to do tego po prostu dobra. Wyobrażacie sobie świat bez inwektyw? Jak nudny by on wtedy był? A my przecież nie lubimy nudy. Prawda?
  • Zwróć uwagę, że większość wulgaryzmów jest nacechowana negatywnie. Silnie negatywnie. Jeśli ktoś lubi wprowadzać się z negatywne stany, zdenerwowanie, złość frustrację używając takich słów – proszę bardzo. Ja jednak wolę podchodzić do życia z radością. Jeśli ktoś zabił Ci kota, to bez względu jak go nazwiesz, nie przywrócisz zwierzęciu życia. Co więcej, jeśli tej osobie nie zależało na skrzywdzeniu kota tylko Ciebie, będzie cieszyła ją Twoja złość i zdenerwowanie… którą próbujesz przykryć rozpacz.
    Dawid

  • Czasami jeden wulgaryzm wystarczy za całą litanię :) Wszystko jest dla ludzi w granicach rozsądku.

  • W pełni się zgadzam, potrzebujemy wulgaryzmów. One służą do konkretnych celów, każde słowo w końcu znaczy coś innego, ma swój cel i pasuje do różnych sytuacji, tak samo jest z wulgaryzmami. :)

  • Ja tam lubię czasem sobie strzelić soczystą kurwą i lubię kiedy robią to ludzie w moim otoczeniu (oczywiście sporadycznie, nie notorycznie;P), wtedy czuję, że są prawdziwi i autentyczni. :)

  • Jestem jedną z tych osób, które za wulgaryzmami nie przepadają. Po prostu mi się nie podobają jako słowa i już. Fakt, czasem można, nawet trzeba, ale moim zdaniem tylko wtedy, gdy coś naprawdę wzbudza emocje. A użycie wulgaryzmu ot tak, bo po prostu się chce go użyć jakoś mi nie pasuje. I żeby nie było – nie skreślam ludzi którzy dużo przeklinają, mam wielu takich dobrych znajomych i po prostu czasem ich upomnę, żeby opanowali język i tyle. Ci bliżsi znajomi już tak się do tego przyzwyczaili, że gdy po takiej niezłej wiązance, nawet uzasadnionej, siedzę cicho i ich nie upominam, to aż pytają co się stało :D I dogadujemy się – oni przeklinając, ja nie. Ale nie zmienia to faktu, że za kurwami nie przepadam ;)

  • Aj tam, ja uważam, że wulgaryzmy nadają czasem nawet i komizmu danej sytuacji. Jak taka drobna kobieta-trzpiotka powulgaryzuje sobie troszkę w trakcie monologu, to aż człowiek ożywi się i uśmiechnie pod nosem. Czasami wulgaryzmy naprawdę potrafią podkręcić rozmowę i podkreślić komizm sytuacji.
    Nie lubię jednak rzucania mięsem na prawo i lewo, ot tak.

    PS. Ja tam lubię sobie przeklnąć :p

  • Nie mam nic do wulgaryzmów, o ile, są używane z umiarem. Kiedy idę ulicą i słyszę czyjąś rozmowę, a tam co drugie słowo to przekleństwo… na takie przecinki, ja się nie zgadzam. Wszystko w umiarze i pasujące do sytuacji jest nawet fajne.

  • Miałam takiego kolegę w pracy, który klął z fantazją i klasą. Jego wypowiedzi zawsze wywoływały u mnie niepowstrzymany rechot. Nauczyłam się używać przekleństw podobnie jak on i przeklinam, kiedy coś opowiadam i chcę rozśmieszyć rozmówcę. Często się to udaje, i nie mam wyrzutów sumienia. Jestem na siebie zła tylko wtedy, gdy przeklinam ze złości lub bez większego powdu. PS. Używanie kurew jako przecinków = zaprzekurwacinki!

  • Nie lubię wulgaryzmów. Unikam ich i nie używam, bo dla mnie to świadczy o braku kultury właśnie. Jest tyle różnych słów, którymi można zastąpić wulgaryzmy, że używanie ich wydaje mi się głupie. Co chce się przez to pokazać? Że jest się wyluzowanym, „spoko ziomem”? Faktycznie, czasem się przeklnie kiedy jest się zdenerwowanym i jestem w stanie to zrozumieć jeśli stanie się to przez przypadek (dlatego nie rozumiem używania przekleństw w formie pisemnej), ale dla mnie, podczas luźnej rozmowy wulgaryzmy są zbędne, albo wręcz niewskazane.
    A najbardziej to mierżą mnie młodzi ludzie, którzy non-stop ich używają. Nastolatki, które klną w ogóle nie zastanawiając się nad przekazem. Brzydko mówiąc stajemy się lepsi? Pokazując w dosadny sposób jak coś nam się nie podoba zyskujemy szacunek i respekt wśród otoczenia?
    Chyba jednak pozostanę w grupie ludzi, którzy słuchając przekleństw nabierają przekonania, że osoba je wypowiadająca nie grzeszy inteligencją ani szerokim zasobem słów, a już tym bardziej kulturą osobistą. Takie jest moje zdanie i nic mnie nie przekona do jego zmiany.
    Świat bez wulgaryzmów? Wcale nie byłby nudny. Mam znajomych, którzy nie używają wulgaryzmów i takie towarzystwo jak najbardziej mi odpowiada. Nie zauważyłam, żeby było jakoś mniej ciekawie, w porównaniu z przebywaniem wśród ludzi ich używających. Język jest lepszy kiedy się przeklina? Nie wydaje mi się.
    Ponieważ sama unikam takiego słownictwa, mogę nazywać innych prostakami i chamami, kiedy używają wulgaryzmów. Bardzo przepraszam, ale nie potrafię zrozumieć takiego toku rozumowania, chociaż oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania, w tym ja i każdy tu obecny.
    Pewnie uchodzę teraz za starą i zrzędzącą jędzę, ale przynajmniej pierwszy epitet się nie zgadza.

    Pozdrawiam i życzę miłego dnia

CZEŚĆ!
Studiuję polonistykę, piję dużo książek, czytam jeszcze więcej kawy i czasami trochę miesza mi się od tego w głowie. :)
Najpopularniejsze
Facebook
Wyzwanie czytelnicze
Obserwuj mnie na Instagramie

@gabriela.deda