Powrót na stronę główną
Społeczeństwo

Ta irytująca Pani Ze Sklepu

  • 8 września 2016
  • Gabriela Deda
  • Komentarzy: 16
  • Odsłon: 734
Nie jestem jakąś wielką zakupoholiczką, rzadko chodzę na wielkie zakupy i chyba jeszcze nigdy nie wracałam do domu z pięcioma siatami świeżo kupionych ubrań. Zdarza mi się chodzić po galeriach handlowych i wertować wieszaki z pięknymi sukienkami, koszulami czy swetrami, ale najczęściej wychodzę z takich miejsc z pustymi rękoma. I bez żalu. Jeśli już mam robić jakieś zakupy, to zdecydowanie wolę chodzić do mniejszych sklepów, w których za taką samą, bądź podobną rzecz, zapłacę o połowę taniej niż w sieciówkach. Ale jest jedna rzecz, której nienawidzę w takich malutkich lokalach.

Bo wiecie, idąc do galerii handlowej, wchodzę najczęściej do ogromnego sklepu. Mogę po nim chodzić, szukać, przebierać i grzebać między wieszakami. Hulaj dusza, piekła nie ma po prostu. Czasami podejdzie jakaś pani i uprzejmie zapyta, czy może w czymś pomóc. Ja niemal za każdym razem równie uprzejmie odpowiadam, że dziękuję, ale nie, bo „tak tylko się rozglądam”. Miła pani z uśmiechem odchodzi, oferując jeszcze swoją pomoc w razie potrzeby. I spoko, mogę wtedy wrócić do oglądania kolejnych pięknych ubrań. Nikt mi nie przeszkadza (no chyba, że Luby marudzący mi za uchem – o czym zresztą już Wam kiedyś pisał) i ogólnie następuje zakupowa sielanka.

A potem idę do małego sklepiku, w którym bardzo często można znaleźć wiele świetnych rzeczy. I pracującą tam panią. Panią Ze Sklepu. I zaczyna się.

– A niech no pani spojrzy tutaj, jaka śliczna sukienka, no idealnie by w niej pani wyglądała!

– Emm, dziękuję, ale ja nie szukam sukienki. Chciałam sobie tylko pooglądać, jeśli pani pozwoli.

– Och, ależ oczywiście! Ale niech pani jeszcze tutaj spojrzy! Niebieski sweterek! Wykonany z bardzo dobrego materiału! I ten kolor – no świetnie pasowałby do pani karnacji!

– Tak, tak, dziękuję – odpowiadam, biorąc od niej ten nieszczęsny sweterek, który – szczerze powiedziawszy – kompletnie mi się nie podoba. Biorę go i za chwilę mam zamiar odłożyć do na swoje miejsce. Ale nie.

– No niechże pani idzie go przymierzyć!

– Ale on chyba nie bardzo trafia w moje gusta…

– Jak pani założy, to trafi! Co pani szkodzi? No! Niech pani idzie, tu mamy wolną przymierzalnię!

To idę dzielnie do tej przymierzalni, wkładam na siebie ten niebieski sweterek i okazuje się, że wyglądam w nim jeszcze gorzej niż sobie wyobrażałam. A kolor wcale nie pasuje do mojej karnacji. Ściągam go więc szybko z siebie i wychodzę z przymierzalni.

– I jak, i jak? – dopytuje się zniecierpliwiona Pani Ze Sklepu.

– Przykro mi, ale jednak go nie wezmę. – Och, cóż za zaskoczenie, prawda?

– Nic nie szkodzi! W międzyczasie znalazłam dla pani jeszcze taką uroczą spódnicę!

UGH. No sami powiedzcie – czy to nie jest irytujące? Przychodzę do sklepu, w którym nie zawsze chcę coś kupić – czasami tylko się rozglądam, poszukując inspiracji. Przychodzę, a tu już na wejściu atakuje mnie Pani Ze Sklepu i obsypuje mnie ubraniami, które wcale mi się nie podobają i których nigdy bym nie kupiła. I nie ważne ile razy powiedziałabym „nie”, ona i tak będzie wciskać mi kolejne ciuchy.

Wiecie co jest pracą Pani Ze Sklepu? Obsługa klienta. A wkurzanie klientów niestety nie powinno należeć do jej obowiązków. Bo tak właśnie czuję się w takich sytuacjach – wkurzona i niezwykle poirytowana.

Raz spotkałam taką naprawdę uporczywą Panią Ze Sklepu. I wiecie co? Więcej do tego lokalu nie wróciłam. I nie zamierzam. Bo mimo że mieli tam świetne ubrania, to nie są one warte moich nerwów.

Niech Panie Ze Sklepu mi pomagają, jeśli o to poproszę. Okej, niech nawet zaproponują mi coś raz. Ale gdy grzecznie odmawiam i wyraźnie mówię, że chciałabym się tylko porozglądać – sama! – to niech zajmą się klientami, którzy rzeczywiście ich pomocy potrzebują. Bo jestem już wystarczająco dużą dziewczynką, żeby zapytać o coś, gdy sama nie będę mogła sobie z tym poradzić.

Amen.
  • Ze względu na moją introwertyczną duszę lubię sama wybierać ubrania. Poza tym, serio, wydaje mi się, że ja lepiej wiem co lubię i w czym wyglądam dobrze niż Pani ze sklepu. Bardzo nie lubię kiedy mnie tak zaczepiają, od razu wychodzę. :P Chociaż wiem, że są kobiety, które lubią jak im się nadskakuje.

    A już najbardziej nie lubię, jak w sklepie każą mi się pokazywać w przymierzanych rzeczach. Ja często biorę totalnie różne ubrania, aby sprawdzać jak na mnie leżą i czy mi pasują. Często leżą tragicznie i nie mam ochoty pokazywać się w sklepie w tych rzeczach i wysłuchiwać jeszcze „jak pięknie”.

    Swoją drogą ostatnio byłam w HM. Chciałam przymierzyć kurtkę bomberkę, ale nie chciałam czekać w kolejce do przymierzalni… rozglądam się po sklepie i mówię do Bartka (dość cicho) – „nie ma tu żadnego lustra…” Trochę jak pytanie, a trochę jak stwierdzenie. I nagle spod ziemi pojawia się ochroniarz sklepu(!) i mówi: proszę, tam jest lustro – i pokazuje mi dział z bielizną. W wielkim szoku, jak on mnie usłyszał.. ale w sumie zadowolona, mówię pięknie: „dziękuje”, uśmiecham się i odchodzę, a za sobą słyszę jego głos: ” To nie jest gabinet luster!”. Uwierz mi, myślałam, że się przesłyszałam. Kurtki nie kupiłam.

  • Urodzony z niej sprzedawca! XD
    Haha a tak serio to też tego nienawidzę.. Właśnie dlatego większość rzeczy zamawiam przez neta, albo juz trafiam do jakichś sieciowek, gdzie nikt mi głowy nie zawraca. No aż się człowiek gotuje w środku czytając to:) eh te panie.. Myślą, że robią dobrze, chcą doradzić, tymczasem odstraszają i wkurzają klientów. Powinny chyba przejść jakiś kurs obsługi klienta, ja innego wyjścia nie widzę, nikt im chyba jeszcze w twarz nie powiedział, że wkurzają, albo nie dociera.. :D

  • Mam identycznie!
    Chodzę po galeriach i second handach właściwie głównie z awersji graniczącej niemal z atakami paniki, kiedy mam wejść do mniejszego sklepiku. Z witryn czarują Cię piękne, nietypowe i oryginalne ciuchy, których próżno szukać u innych kobiet, ale… już zza szyby widzisz łypiące oko ekspedientki, która gdyby mogła wepchnęłaby Cię do środka siłą i zmusiła do zakupu i jednoczesnego zachwalania każdej rzeczy. Obowiązuje tam zasada: weszłaś – kupuj.I tak chodzę smętnie po tych handlówkach szukając swojego indywiduum… nawet zakochałam się w vinted, gdzie teraz spędzam ogrom czasu, a i tak zdarzają się tego typu osobniki. Polubiłaś przedmiot? Super, z wysyłką tyle i tyle, już jest morze zainteresowanych. To co, decyduje się Pani? :D

  • Niestety niektóre sklepy w galeriach też tak mają. Ostatnio byłam w Intimissimi tak tylko pooglądać sobie, bo musiałam zaczekać 5 minut na koleżankę. Od razu na wejściu, jeszcze nie zdążyłam nic zobaczyć, podeszła do mnie kobieta rzucając się z pomocą, podziękowałam i podeszłam do wieszaków. Patrzę, dotykam materiału i owa pani znowu podchodzi „Bo wie Pani, my nie mamy wszystkiego wywieszonego”, mówię, że póki co dziękuję za pomoc i jak będę chciała, to podejdę do niej (to tak na wypadek jakby wcześniej nie zrozumiała). Chwilę potem bardzo spodobała mi się jedna rzecz i nawet stwierdziłam, że może przymierzę i kupię, ale znowu zostałam zaatakowana „Mamy takie jeszcze białe na magazynie! Ja Pani przyniosę!”, nie zdążyłam nic powiedzieć, pani sprzedawczyni poszła na zaplecze jeszcze pytając po drodze, czy dobrze zgaduje rozmiar. Jak tylko zniknęła za drzwiami, ja zniknęłam ze sklepu i ciężko mi tam będzie kiedyś wrócić.

    • Bo wiesz, pensja pani ze sklepu zależy od tego, czy Ci coś zaproponuje i czy będzie się uśmiechać i czy coś sprzeda.
      Zazwyczaj te wszystkie jej uprzejmości nie zależą od jej nadgorliwości, tylko od odgórnych wytycznych, które musi pani realizować. Zazwyczaj taka pani czuje się jak debil „atakując” kogoś, zanim jeszcze się dobrze nie rozejrzy. Ale wie, że może zostać zwolniona, jeśli nie będzie się starć „obsłużyć klienta”.
      Pani zazwyczaj też nie znosi narzucania się klientom, ale taką ma pracę.

  • Też tego nienawidzę! Wchodzę do sklepu i sama najlepiej wiem czego szukam i co mi się podoba, a jak będę potrzebowała pomocy to sama znajdę panią ze sklepu. Niestety z tego co wiem, to te kobiety z góry mają narzucone, że MUSZĄ podchodzić i proponować. Niestety mnie jako klienta totalnie tym nie zyskują, a wręcz uciekam zaraz z takiego sklepu, bo nawet jak grzecznie podziękuję za pomoc to czuję się później ciągle obserwowana.

  • Też tego nie znoszę, ale zawsze się zastanawiam – może to przynosi efekt? Może ilość zniechęconych/straconych klientów, do tych którzy poczuli się fajnie jest znikoma? Może są z tego jakieś wymierne zyski? Nie wiem i pewnie się nie dowiem. A my nadal się będziemy wkurzać :D.

  • Ja dlatego nienawidzę małych sklepików. Podejście do klienta rodem z Suku w Tunezji. Wolę polować na okazje w galeriach :)

  • Mnie tacy ludzie z automatu zmuszają do wyjścia :D Bo ok pani zapyta czy w czymś pomóc mówię nie dziękuję rozglądam się odchodzi i luz ona wypełniła swój obowiązek bycia miłą dla klienta ja grzecznie podziękowałam wszyscy są zadowoleni. Ale jak ktoś wie lepiej ode mnie czego szukam albo potrzebuję to już zdecydowanie sobie z tym nie radzę i żeby nie było za dużo silnych osobowości w sklepie wychodzę :D Tak jest dla wszystkich bezpieczniej, bo w takich sytuacjach mam bardzo mało cierpliwości :D

  • Nie lubię, gdy Panie ze sklepu podchodzą do mnie i pytają czy w czymś czasem nie pomóc, co dopiero mówić o tak nachalnym zachowaniu! Wyszłabym i nie wróciła więcej do sklepu.
    Swoją drogą, ostatnio coś dziwnego poprzestawiało mi się w głowie i z małej zakupoholiczki, która stres odreagowywała parą nowych butów, zmieniłam się w osobę, która ostatnio kupiła ciuch w tamtym roku i to w second handzie. :D

  • Ja odkąd wyprowadziłam się z Krakowa to coraz rzadziej mam okazję być w jakiejkolwiek galerii handlowej :) Przez pierwsze lata po wyprowadzce jeszcze często mi się zdarzało odwiedzać Krk (i przy okazji Bonarkę), bo moja tęsknota za tym miastem była ogromna, ale obecnie coraz rzadziej chce mi się tam zapuszczać. Przyzwyczaiłam się do wiejskiego klimatu i miasta mnie raczej męczą.

  • I właśnie dlatego w 9/10 przypadkach omijam takie sklepiki szerokim łukiem, a szkoda, bo wystawy kuszą, oj kuszą :D. Chwała Niebiosom, że w ciucholandach nikt nie doradza na siłę! :D

  • Niestety tak to wygląda i będzie wyglądać i nie dotyczy to małych sklepów, ale też tych sieciowych. Wszystko zależy od kierownika i od planu sprzedażowego. W wielu sieciówkach są takie wymagania z góry i Pani Ze Sklepu musi w taki sposób się zachowywać bo….taki jest standard obsługi ustalony przez regionalnego kierownika. Część sklepów ma jeszcze co miesiąc wizyty tajemniczego klienta, który sprawdza czy standard jest wykonywany. Sama nie lubię być tak obsługiwana, ale z reguły muszę. Jest to też kwestia wyczucia i umiejętności. Trzeba to robić tak by nie wkurzyć klienta. Nie wszyscy to potrafią.

  • Znam ten ból. Dlatego też ja jednak zawsze wybieram centra handlowe, których w moim mieście jest mnóstwo. Jednak nawet w nich czasem zdarzają się natrętne ekspedientki. Wiem, że niektóre panie lubią kiedy im się tak nadskakuje, ale profesjonalna sprzedawczyni powinna umieć wyczuć klienta. Jeśli ktoś po moim podziękowaniu za pomoc nadal jest natrętny, to po prostu bez słowa wychodzę ze sklepu.

  • Albo wyglądam na zołzę i nikt nie chce mi się narażać, albo nigdy nie spotkałam tak irytującej ekspedientki ;)

  • Bo wiesz, pensja pani ze sklepu zależy od tego, czy Ci coś zaproponuje i czy będzie się uśmiechać i czy coś sprzeda.
    Zazwyczaj te wszystkie jej uprzejmości nie zależą od jej nadgorliwości, tylko od odgórnych wytycznych, które musi pani realizować. Zazwyczaj taka pani czuje się jak debil „atakując” kogoś, zanim jeszcze się dobrze nie rozejrzy. Ale wie, że może zostać zwolniona, jeśli nie będzie się starć „obsłużyć klienta”.
    Pani zazwyczaj też nie znosi narzucania się klientom, ale taką ma pracę ;)

CZEŚĆ!
Studiuję polonistykę, piję dużo książek, czytam jeszcze więcej kawy i czasami trochę miesza mi się od tego w głowie. :)
Najpopularniejsze
Facebook
Wyzwanie czytelnicze
Obserwuj mnie na Instagramie

@gabriela.deda