Powrót na stronę główną
Literatura

No czytaj te cholerne książki!

  • 2 marca 2016
  • Gabriela Deda
  • Komentarzy: 20
  • Odsłon: 912
Kilka lat temu byłam bardzo dobrą siostrą. To znaczy nadal jestem, ale wyjechałam na studia i mój brat odczuwa wielki niedobór siostrzanej miłości. W każdym razie odkąd mój młodszy brat tylko nauczył się chodzić, lubiłam zabierać go na spacery. Nie zawsze były to długie, trzygodzinne wędrówki, ale prawie zawsze robiłam na nich jedną rzecz. Opowiadałam mu o książkach, które właśnie czytałam lub które mam już w całości za sobą.

Mam wrażenie, że mój brat bardzo to lubił, bo słuchał jak zaczarowany, a niejednokrotnie po powrocie do domu, rysował mi sceny przedstawiające to, o czym danego dnia mu opowiadałam. Do dzisiaj mam jego malunek przestawiający walkę wiedźmina ze strzygą oraz scenę z „Eragona”. Nawet nie wiecie ile satysfakcji i radości mi to sprawiało! Mój brat mówił też, że gdy będzie starszy, zacznie czytać tyle książek ile siostra. No czego chcieć więcej?

Lata mijały nieubłaganie. Mój brat obecnie ma dziesięć lat, a książek czytać… nie cierpi. Jest to dla niego niemalże kara, a zagonienie go do przeczytania jednego rozdziału dziennie bywa niemożliwością. Faktem jest, że chodzi do logopedy, ma jakieś orzeczenia o dysleksji i czytanie faktycznie może sprawiać mu kłopot, ale nienawidzę, gdy rodzice robią z takiego dziecka idiotę i w ogóle osobę całkowicie zacofaną intelektualnie. Jasną sprawą jest, że do takiego dziecka trzeba odpowiednio podejść i są dwie najgorsze na świecie drogi. Po pierwsze pozwalanie na to, by dziecko niczego nie czytało, a po drugie zmuszanie go siłą do lektury. Jedna i druga metoda przyniesie mnóstwo szkód i ani jednej prawdziwej korzyści.

Mój brat wie, że musi dziennie czytać co najmniej jeden rozdział i robi to, choć oczywiście zdarza się, że czasami zrobi sobie dzień przerwy. Niezwykle boli mnie fakt, że nie dostrzega magii literatury, którą widział kiedyś, jako małe dziecko, ale niewiele mogę na to poradzić. Pewnie, wciąż opowiadam mu o fajnych książkach, ale siłą rzeczy nie mam teraz aż tylu sposobności co kiedyś.

Rozmawiałam kiedyś z panią, która szczyciła się tym, że jej syn przeczytał całą serię o Potterze.

– Łał – mówię – to świetnie! Pewnie bardzo lubi czytać?

– Skądże! – odpowiada bez zawahania kobieta. – Krzysiu nienawidzi czytać!

Aha…?

Zmuszanie dziecka do czytania jest najszybszą metodą do zniechęcenia go na stałe do lektury. Naprawdę. Nikt z nas nie lubi robić czegoś tylko dlatego, że musi. Czytanie książek nie jest tutaj żadnym wyjątkiem, wręcz przeciwnie. Dzieciom przede wszystkim trzeba pokazywać magię literatury. Ja robiłam to u mojego brata i nie poskutkowało, choć myślę, że to przez problemy, jakie ma. Bo jego ciekawią historie, które są w tych wszystkich książkach, które czyta. Problem pojawia się, gdy musi składać literki przez długi czas, co sprawia mu kłopot i po prostu męczy, bo robi to wolniej niż inne dzieci. I to go niesamowicie zniechęca.

Ale nie można oczekiwać od dziecka, że będzie kochało czytać książki, jeśli nie zrobiło się absolutnie nic, by pokazać mu, że to nie tylko przykry obowiązek. Że warto czytać nie tylko po to, żeby wredna polonistka nie wstawiła do dziennika pały z polskiego.  Zmuszanie siłą nie jest żadnym rozwiązaniem. ŻADNYM. Nie można kazać dziecku czytać książek tylko dla ocen. Rodzice muszą się wysilić. Muszą sami coś zrobić, by zachęcić swojego potomka do lektury. Mogą to być opowieści o fajnych pozycjach. Może to być po prostu czytanie razem z synem lub córką. Wszystko jedno. Niech to tylko będzie coś. Niech tylko nie zostawiają dziecka samego sobie i niech nie zaciągają go siłą, przekrzykując jego płacz, przed książki. Bo to gówno daje.
  • Prawda, właśnie się zorientowałam, że w dzieciństwie zawsze powtarzano mi „czytaj książki”, wręcz krzyczano na mnie i zmuszano mnie do tego (szczególnie jeśli o lektury chodzi), a ani razu nie widziałam na przykład moich rodziców z książką. Co prawda dorosłam i czytać uwielbiam, może po prostu to musi samo z czasem przyjść, a jak nie przyjdzie trudno.. nie każdy lubi czytać :)

  • Dokładnie tak! Mimo, że nie miałam takich problemów jak Twój braciszek to w podstawówce tez nie cierpiałam czytać, bo mnie do tego zmuszano! To jest najgorsze co można zrobić dziecku… ale tak jak piszesz, zostawić go samopas to też nie ta droga.
    Bardzo podoba mi się ta historia z Waszego życia, że na spacerach opowiadałaś mu książki, a on rysował sceny tak jak je widział oczami wyobraźni…coś pięknego <3
    P.S. Z tego moglibyście zrobić niezły biznes!:P

  • Sam nie lubiłem czytać, ale po jednej z lektur szkolnych zmieniłem zdanie. Teraz czytam, ale z braku czasu mało, co bardzo mnie boli. Szkoda, że doby nie można wydłużyć. Nie wolno zostawić dziecka z problemem sam na sam, bo znajdzie najłatwiejsze rozwiązanie – nie czytanie. Problem dziecka to problem wspólny – rodziców i dziecka. Warto poświęcić godzinę dziennie dziecku i pomóc przy czytaniu, aby w przyszłości nie było z tym problemu. Wiadomo, że problem nie zniknie tak szybko, o ile zniknie, ale warto się postarać.

  • Po przeczytaniu tego tekstu nasunęła mi się na myśl jedna sytuacja. Siedziałam kiedyś z książką zaczytana w jej karty i nagle mój wzrok przykuła jedna rzecz. Moja bratanica przyszła do mnie, usiadła obok o dziwo ze swoją dziecięcą książeczką i ona też próbowała czytać. Choć wiadomo więcej tam obrazków. Ale to było pokrzepiające. ;) Więc z tym, że dobry przykład jest potrzebny i pomaga zgadzam się absolutnie. Ja do czytania książek dorosłam stosunkowo niedawno jakieś kilka lat do tyłu. Ale teraz robię to z przyjemnością i czerpię z tego radość. :)

  • Ale z Ciebie była ( i przypuszczam, że nadal jest) fajna siostra! W takich chwilach aż żałuję, że nie mam rodzeństwa :(
    „Zmuszanie dziecka do czytania jest najszybszą metodą do zniechęcenia go na stałe do lektury. Naprawdę. Nikt z nas nie lubi robić czegoś tylko dlatego, że musi.” – dokładnie! Zgadzam się w 100% i już nawet kiedyś pisałam jak bardzo do czytania zniechęciło mnie zmuszanie się do lektur!
    Ostatnie zdanie – mega, uwielbiam takie zakończenia <3

  • Magdx

    Z opowiesci rodzicow wiem, ze juz w przedszkolu(!) lubilam czytac. Jak brat i ja dostawalismy pieniadze to on kupowal slodycze a ja ciagnelam mame do ksiegarni. Byl kryzys, ze nie chcialam czytac, mowilam ze nie lubie i w ogole. W rodzinie sa osoby co czytaja nalogowo, u nich w domu wszedzie sa ksiazki a w ubikacji przynajmniej 2 :D Oni zaczeli mi tlumaczyc, ze warto, zebym sprobowala i tak dalej (nigdy nie zmuszali mnie siłą) i dali mi na poczatek I cz Pottera. Byla to 2 klasa podstawowki. Potem wzielam II cz i w tym samym czasie czytalam lekture Muminki. Kilka rozdz. jedna ksiazka, potem druga i tak na zmiane. I od tamtej pory czytam te dla siebie gdy mam czas i lektury (nie wszystkie oczywiscie :D). Ostatni raz czytalam niedawno na przelomie listopada-grudnia, w ciagu 2 tyg przeczytalam 20 ksiazek. Dla mnie to byl szok. :) Teraz czeka mnie poprawka z matmy a potem znow zajrzę do biblioteki <3
    Tekst jeszcze bardziej uswiadomil mi jak bardzo tesknie za czytaniem :)

  • Wiesz, jeżeli Twój brat ma dysleksję to naprawdę, naprawdę dużo zależy tutaj od polonisty. Jeżeli nauczycielka nie zacznie go odpowiednio stymulować i motywować, tylko grozić postawieniem jedynki za to, że nie potrafi przeczytać, to nadal będzie pałał nienawiścią do czytania. Jeżeli wiecie, w czym problem (nie umie składać dobrze liter) to tutaj trzeba zobaczyć, co w związku z tym się dzieje. Czy nauczycielka go za to gani? A może ze względu na opinię za bardzo mu odpuszcza? Czy inne dzieci śmieją się, kiedy czyta? No i w domu – żadnego zmuszania, pod żadnym pozorem! Ja bym mu podsuwała po prostu ciekawe pozycje i tylko ciekawe. Musi czytać codziennie jeden rozdział? Dlaczego? Takie są zalecenia z poradni? Zalecenia nauczyciela? Kto to wymyślił? Chyba każdy znienawidziłby czytanie, gdyby go zmuszać codziennie do czytania jednego rozdziału „bo tak trzeba”!

    • Oj oczywiście masz rację ze wszystkim. Co do czytania jednego rozdziału dziennie – to jest minimum. Tak samo jak pisanie jednego dyktanda dziennie. To akurat są zalecenia z poradni. :) Wiadomo, że czasami się to odpuszcza, ale mimo wszystko coś robić trzeba. Pewnie, że nie jest to robione siłą – najczęściej po prostu idzie się z nim na jakiś kompromis. :)

  • Dlatego mój Dziecek o takich zaświadczeniach dowiedział się jak był pełnoletni – poświęciłam mu maksimum czasu nauczył się płynnie czytać (codziennie 10-15 minut) i to czytać ze zrozumieniem. Logopeda pomógł prawidłowo wymawiać zgłoski. Zapisałam go na naukę szybkiego czytania i w pewnej chwili sam zaczął czytać z przyjemnością.

  • Zmuszanie to na pewno nie jest dobry sposób, ale całkowicie olanie gdy np. dziecko nie chce czytać też nie najlepsze..zdecydowanie najlepiej znaleźć jakiś magiczny sposób, który zachęci do czytania. Moja siostrzenica rwie się do czytania swoich książek jak widzi, że ja czytam, a jak się ją zmusza to za nic w świecie nie chce wziąć nawet książki do ręki.

  • Bardzo trafne spostrzeżenia nam tutaj podsuwasz. Warto zastanowić sie nad tym probleme, który – niestety – dość często się już dzisiaj powtarza.
    Masz absolutna rację – zmuszanie prowadzi do nikąd. Nigdy nie zainteresujemy sie tym, co jest nam z góry narzucane.
    Twój brat jest jeszcze małym chłopcem i myślę, że niesprawiedliwe będzie wyciąganie tak daleko idących wniosków. Trzymam kciuki, aby wszytsko szło zgodnie z planem. Ma chlopak szczęscie, że ma tak dobrą i wspierającą siostrę :)
    Sciskam mocno!

  • Piękna ta Wasza historia. Życzę Twojemu braciszkowi dużo chęci, zapału i dobrej polonistki, która nie będzie próbowała z niego zrobić głupka i wzbudzić szczerej nienawiści do książek i tekstów wszelakich.

  • Bardzo mądrze piszesz….staram się czytać z moim synkiem codziennie, w przedszkolu wypożycza z biblioteki książki, bardzo lubi słuchać i dopytywać. Staram się by miłość do książek została mu naturalnie zaproponowana, nie przez zmuszanie, ale przez codzienną miłość do czytania.

  • Ja nienawidziłam czytać lektur… męczyły mnie… nie były w ogóle fajne… nic mi się w tym nie podobało. Nie lubię robić nieczego bo muszę, wolę sama chcieć… co ciekawe i w liceum i w podstawówce czytałam masę książek ale nie tego czego się ode mnie wymagało. W ogóle nauka w szkole ty był bardziej stres i masa niepotrzebnych informacji, niż rozwój i wzrost dla mnie jako ucznia. Nie lubiłam systemu nauczania, który w ogóle nie brał nas pod uwagę jako ludzi.

  • Czytamy codziennie naszym dzieciom 5-latce i niespełna 3-latce. Wszystkie dostępne w domu książeczki mamy już „za sobą”, dlatego sięgnęliśmy do zasobów pobliskiej biblioteki. Przeczytaliśmy 3 części Pippi (niestety dalszych nie było, a szkoda, bo córki bardzo polubiły, będzie trzeba kupić), Akademię Pana Kleksa, nawet Jacka Wacka i Pankracka (czyli o dzieciach z 1 klasy podstawówki). Teraz jest seria książeczek o emocjach…Sama jestem wielkim molem książkowym, Mąż przekonał się do ksiażek dopiero…po 30stce :) Dobrze, że w ogóle. Podsumowując – mam nadzieję, że córki pokochają literaturę, na razie są zauroczone, oby tak pozostało.

  • Ja wierzę, że kwestią jest trafienie na „tę” książkę. Ja nie czytałam wcale, dopóki w wieku ośmiu lat nie wpadła mi w łapki książka „Oto jest Kasia”. Potem poszło już lawinowo.

    Napisałaś bardzo mądry post. Widać że bardzo kochasz brata. Miło się to czyta.

  • A może zamiast czytania, to zaproponuj Twojemu braciszkowi audiobooki? Ich rynek się rozrasta, aktor głosowy przekaże historię, ale jednocześnie brat nie będzie musiał się męczyć z literkami? Osobiście uwielbiam czytać, a zakochałam się w tym jeszcze przed szkołą (czytałam mega szybko). Do tej pory pamiętam magiczne momenty „pochłaniania” książkowej „Królewny śnieżki”, czy innych baśni. Może po prostu dzieciaki teraz nie mają czasu na takie momenty, przecież ich świat, tak jak nasz, mega przyspieszył :).

    • Przyznam szczerze, że w ogóle nie brałam pod uwagę audiobooków. To może być całkiem niezła alternatywa i są szanse, że będzie ona zachęcająca do sięgania po książki w wersji papierowej! :)

  • Doskonale cię rozumieniem. Pamiętam z jakim niedowierzaniem przyjęłam fakt, iż jedna z moich córek nie przepada za czytaniem, tym bardziej, że wszyscy w rodzinie uwielbiamy książki. Okazuje się jednak, że cierpliwość popłaca. Nie zmuszaliśmy ją do czytania ale dawaliśmy dobry przykład, w naszym domu ciagle ktoś coś czytał. Po kilku latach, kiedy nabrała biegłości w składaniu liter zaczęła sama pochłaniać książki. Fakt że nie jest to może literatura wysokich lotów ( czyta na wattpadzie) ale i tam czasem można znaleźć coś interesującego.

  • Znam gościa, który ma poważną dysleksję, a czytać lubi i robi to często. Nie mam pojęcia, jak on sobie z tym radzi, bo widziałam wizualizacje tego, jak on widzi litery- wręcz potrójnie, ja bym nie przeczytała. Ale on tak kocha wiedzę i czytanie, że od małego czytał nawet nie zdając sobie sprawy, że jest inny niż normalni ludzie ;)
    Za to inny przypadek- mój kumpel- żadnych kłopotów z czytaniem nie ma poza tym, że nie ma takiego nawyku. Lektury czyta, biografie muzyków czyta, bo to go interesuje, ale nic innego do ręki nie weźmie póki mu nie podrzucę pozycji która może mu się spodobać. Kiedyś opowiadałam mu książki s-f, takie z najciekawszą akcją, i podobały mu się- ale czytać je? Nie ma nawyku. I wychodzi na to że dorosłemu facetowi książki opowiadam ;)

CZEŚĆ!
Studiuję polonistykę, piję dużo książek, czytam jeszcze więcej kawy i czasami trochę miesza mi się od tego w głowie. :)
Najpopularniejsze
Facebook
Wyzwanie czytelnicze
Obserwuj mnie na Instagramie

@gabriela.deda