Powrót na stronę główną
Literatura

Nazywam się milijon!

  • 7 grudnia 2015
  • Gabriela Deda
  • Komentarzy: 8
  • Odsłon: 942

Powiem Wam coś dzisiaj. Ale musicie obiecać, że po przeczytaniu tego tekstu nie spojrzycie na mnie jak na wariatkę. Wiecie, coś na zasadzie – „powiem Ci, ale się nie śmiej” za czasów podstawówki. Niby wszyscy obiecują, ale ze skrzyżowanymi palcami – spoko, przyzwyczaiłam się. Jednak mimo to nie zaszkodzi spróbować, może ktoś po raz pierwszy na świecie dotrzyma tego słowa – zaręczam, że przejdzie wtedy do historii. Przechodząc jednak do meritum.

Jak każda osoba mam w swoim życiu kilku facetów, którzy są dla mnie naprawdę ważni. Niektórych mam-mam, to znaczy są ze mną na co dzień, mogę się z nimi spotkać i porozmawiać, natomiast innych mam-nie-mam, czyli kontakt z nimi jest dla mnie niemożliwy. Jedni i drudzy stanowią ważną część mojego życia, między innymi dlatego, że pozwolili mi się rozwinąć emocjonalnie i duchowo. I nie, nie mam tutaj na myśli pana Di Caprio, który jako jedyny mógł zmusić mnie (choć niestety nie osobiście, nad czym ubolewam po dziś dzień) do umycia włosów, gdy miałam cztery lata (lepiej nie pytajcie :)).

Studiuję polonistykę, więc siłą rzeczy muszę obcować z poezją. Ale moja przygoda z nią zaczęła się już w liceum, kiedy to zaczytywałam się wieczorami w sonetach Petrarki oraz utworach Mickiewicza. Kiedy inni narzekali, że „Dziady część III” to udręka, ja umiałam cytować z pamięci fragmenty Wielkiej Improwizacji. Zawsze twierdziłam, że jestem #TeamAdaś, a pan Julek Słowacki nigdy nie zdobył mojego serca na dłużej, choć muszę przyznać, że jego „Kordian” bardzo mi się podoba. Niechęć (albo delikatniej mówiąc: brak zachwytu) do Słowackiego zrodziła się u mnie głównie ze względu na jego charakter oraz fakt, że był po prostu maminsynkiem. No bo kto lubi facetów, którzy całe życie trzymają się spódnicy mamusi? Tak czy siak może i „Słowacki wielkim poetą był”, ale Adamowi nie ma co podskakiwać, ot co.

Co więc urzekło mnie w naszym wieszczu narodowym? Poza samą twórczością muszę chyba wymienić tutaj jego niebanalny charakter. Jeśli ktoś twierdzi, że Mickiewicz miał nierówno pod sufitem… cóż, miał całkowitą rację, Adam bowiem miał paranoję. Był swego czasu (bo nie przez całe swoje życie) po prostu chory na głowę. Jednak podczas pisania trzeciej części „Dziadów” wszystko było już w porządku, więc niestety hejt licealistów jest tutaj nieuzasadniony. :)

Swoją drogą z powstaniem „Dziadów drezdeńskich” wiąże się całkiem ciekawa historia. Mickiewicz przeżywał „suszę twórczą” związaną między innymi z tym, że nie wziął udziału w powstaniu listopadowym i po prostu nie mógł sklecić żadnego sensownego zdania. Do momentu, w którym w kościele – jak sam mówił – rozbiła się nad jego głową „bania z poezją”. Utwór powstał w przeciągu jednego miesiąca (!), a samą Wielką Improwizację napisał w ciągu jednej nocy – jak twierdził jego przyjaciel, Odyniec – „bojąc się i przypuszczając, że może umrzeć nazajutrz”. Niby z paranoi Adaś już wyszedł, ale w sumie nigdy nie wiadomo, skoro twierdził, że nagle weźmie i umrze, więc musi coś napisać. A że akurat napisało mu się dzieło życia… Cóż, fajnie wyszło, nie ma co. Zresztą – dla niego samego był to bardzo ważny utwór, ponieważ pisał o nim tak:

[…] to dziełko uważam za kontynuację wojny, którą teraz, kiedy miecze schowane, trzeba piórami prowadzić.

Jest sobie taki pan, który nazywa się Jean-Charles Gille-Maisani. Napisał on psychoanalizę Mickiewicza, w której wyczytałam większość informacji, które teraz w skrócie Wam przekazuję. Tak czy siak ten psychiatra doszedł do kilku naprawdę interesujących wniosków (choć nie przeczę, że czasami wydają się one być wyssane z palca). Kanadyjczyk twierdził między innymi, że Adam był niezwykle próżny i udowadnia to na podstawie różnych fragmentów tekstów autora, między innymi odwołując się do Wielkiej Improwizacji, na przykład:

Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić – Boże?

27b

Najsmutniejszy obrazek w Internetach

Ale może pomijając jego twórczość jako taką. Adam miał szóstkę dzieci z żoną, która była chora psychicznie (między innymi twierdziła, że jest wcieleniem Matki Boskiej) i umarła, zostawiając na głowie naszego poety wszystkie obowiązki rodzicielskie. Ten jednak nie przejął się i zostawił potomstwo w Paryżu, a sam wyjechał w pizdu do Konstantynopola. Ale zanim do tego w ogóle doszło, Mickiewicz miał dość specyficzne podejście do kobiet. W zasadzie niewiele brakowało, a skończyłby jak Julek. W liście do przyjaciela pisał, że przed nimi „trzeba uciekać, uciekać!” (ostatecznie to Maryla uciekała przed nim, bo niemiłosiernie ją męczył, ale to już inna historia). Sam zresztą nieświadomie rozkochał w sobie niejaką Karolinę Jaenish, która nawet rozgłaszała, że jest jego narzeczoną. Jednak nasz kochany wieszcz nie chciał z nią być i odrzucił jej miłość proponując w zamian – tu cytuję jego słowa – „idealną przyjaźń”.

Panie i panowie – Adam Mickiewicz: friendzonował zanim to było modne! No i jak go nie kochać?


  • Do mnie Mickiewicz nie przemawiał, ale miło patrzeć, że dla kogoś był tak ważną postacią w życiu ;)

  • Ja niestety do obu mam dość specyficzny stosunek. Raczej negatywny. Podobnie zresztą jak do Żeromskiego, Sienkiewicza i Prusa, co było powodem dużego śmiechu mojej ukochanej polonistki z LO :) Ale przyznam, ze bawiłam się świetnie czytając ten wpis :)

  • Niezły kobieciarz był z tego Adasia;)

  • Ven

    Jaki cudowny tekst! Serio. Ja też jestem TeamAdaś i nie przepadam za Julkiem, za smętny jak dla mnie, nie moje klimaty. A Adaś to mistrz no, jako jedyna osoba w klasie przeczytałam Dziady i się nimi jarałam. Ale ja to jestem dziwna. Więc rozumiem Twoje zboczenie.

  • Haha, uśmiałam się. Chyba tylko my – poloniści – wiemy o co w tym chodzi ;) Moja znajoma jest tak zafascynowana twórczością wieszcza, że ma nawet jego podobiznę na tapecie w telefonie ;) Ja za to rajcuję się Norwidem, dzięki mojej promotorce. Przypomniała mi się pewna audycja w radio, gdzie rozkminiano dlaczego Mickiewicz napisał w „Dziadach”: „Z matki obcej; krew jego dawne bohatery,. A imię jego będzie czterdzieści i cztery”. Mowa była o tajemniczym znaczeniu tej liczby, o jej związkach z Biblią i Apokalipsą, a wniosek jeden – po prostu tak mu się zrymowało :P I to jest właśnie prawdziwy Adaśko <3

  • Magdx

    W liceum miałam polonistkę, bardzo dobrą, strasznie nas cisnęła. Ale bardzo często właśnie przy omawianiu wierszy, lektur, czy obrazów wspominała o ciekawostkach z życia artystów. Przez te 3 lata zapamiętałam tylko dwie ;/ Jedna to chyba o Żeromskim i jego zmiany wiary co potem byl problem z jego pogrzebem i społeczeństwo się podzieliło, a druga własnie o Mickiewiczu. Nienawidził Słowackiego z wzajemnością, ale później się zaprzyjaźnili bo połączyła ich nienawiść do Norwida XD Żałuje, że nie zapisywałam więcej tych ciekawostek ;c Dobrze, że chociaż ty piszesz :D Jak nie teraz Mickiewicz to wcześniej Witkiewicz (o nim też babka wspominała, że zapisywał symbole, ale u ciebie dowiedziałam się więcej :))

    • Faktycznie wielka szkoda, że nie zapisywałaś sobie tych ciekawostek – teraz mogłyby z tego powstać fajne rzeczy. :D

  • Tak mogły wyglądać lekcje Polskiego. Pewnie bardziej chciałoby mi się czytać dzieła Mickiewicza, wyszukując przy okazji dowody potwierdzające jego rozchwianą psychikę ;-) Świetny post!

CZEŚĆ!
Studiuję polonistykę, piję dużo książek, czytam jeszcze więcej kawy i czasami trochę miesza mi się od tego w głowie. :)
Najpopularniejsze
Facebook
Wyzwanie czytelnicze
Obserwuj mnie na Instagramie

@gabriela.deda