Powrót na stronę główną
Podróże

Miłość od pierwszego wejrzenia, czyli Bolonia w najlepszym wydaniu

  • 18 sierpnia 2016
  • Gabriela Deda
  • Komentarzy: 15
  • Odsłon: 812
Po mojej – dość nieudanej – wycieczce do Mediolanu, przyszedł czas na Bolonię. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale szybko przekonałam się, że Bolonia to zupełnie inne miasto niż Mediolan. Jest w nim dokładnie to, co powinno być w typowym włoskim miasteczku, jakie staje nam przed oczyma, gdy myślimy o włoskim krajobrazie. Wąskie uliczki wyłożone kostką brukową, pełno starych kościołów i kamienic. Ale po kolei.

ATRAKCJE

Cała Bolonia jest jedną wielką atrakcją. Jasne, są miejsca, które warto odwiedzić, ale tak naprawdę wszędzie jest coś do oglądania, bo nawet kamienice, w których mieszkają ludzie, często wyglądają jak z bajki. Całe miasto ma swój magiczny klimat, który wchodzi w Ciebie niczym nóż w masło. Serio. W tym mieście po prostu nie można mieć złego humoru dłużej niż dziesięć minut.

Samo centrum jest dość spore. Na środku stoi wysoka wieża, z której rozpościera się cudowny widok na całe miasto. Wyjście tam to nie lada wyzwanie (serio, nie wiem ile tam było schodów, ale wchodzenie po nich w trzydziestostopniowym upale… uff), lecz panorama rekompensuje wszystko. Nigdy nie widziałam czegoś tak pięknego. A najgorsze (a może najlepsze?) jest to, że absolutnie żadne zdjęcie nie oddaje piękna tego widoku. Zrobiono pewnie tysiące zdjęć z tej wieży, ale żadne nie jest wystarczające – tam po prostu trzeba się wdrapać i samemu to zobaczyć.

Tam się wdrapałam! Na samą górę!

Drugą atrakcją, która zapadła mi szczególnie w pamięci jest Sanktuarium San Luca. Po pierwsze droga prowadząca na do tego sanktuarium jest najdłuższą na świecie drogą pod sklepieniami. 3,8 kilometra idzie się cały czas pod łukami, coś pięknego. Niestety te 3,8 kilometra idzie się cały czas pod górę. Nie ma ani metra płaskiej powierzchni – są albo schody, albo strome podejścia. Razem z Lubym wstaliśmy o szóstej rano, żeby tam iść, bo tylko o tej porze temperatura jest znośna do wchodzenia na takie góry. Niesamowicie psioczyłam, wchodząc tam, ale podobnie jak przy wieży w centrum – widok na górze całkowicie wynagrodził mi te męczarnie. Samo sanktuarium jest bardzo ładne, a widok na bolońskie pagórki – coś fantastycznego.

Czaicie? Prawie 4 kilometry taką drogą. Fml, jak ja to przeżyłam?


 
Odwiedziliśmy też pierwszą katedrę najstarszego w cywilizowanym świecie uniwersytetu. Piękna sala, cała drewniana, a na jej środku stół, na którymś kiedyś kładziono zwłoki i uczono anatomii. No czyż to nie brzmi zachęcająco?

DISNEY

Okej, przyznaję się – byłam w tym sklepie cztery razy. Jestem wielką fanką bajek Disneya, więc ten sklep był dla mnie rajem. Jednak ogarnęła mnie rozpacz, gdy uświadomiłam sobie, że na kupowanie tam rzeczy jestem za stara, a do zostania matką też mi jeszcze daleko, więc… Kupiłam pamiątkę bratu. Trzeba było jakoś zaspokoić swoje potrzeby, prawda? Ale tak serio, to warto wejść do takiego sklepu. Są one naprawdę ślicznie urządzone i panuje w nich beztroska atmosfera – znów można poczuć się jak pięcioletni maluch!

Próbowałam namówić Lubego, żeby kupił mi taką myszkę, ale się nie dał. :D

LODY

W Bolonii jedliśmy też chyba najlepsze lody ever. Są one zupełnie inne niż te Polskie – mają bardziej płynną konsystencję, więc nie nakłada się ich gałkownicą, a taką śmieszną szpatułko-łyżką. I nie, polskie „lody włoskie” nie mają absolutnie nic wspólnego z prawdziwymi lodami włoskimi – to tak, gdyby ktoś się łudził. Ja nie wiem jak ci ludzie to robią, że produkują takie pyszne lody, ale wiecie co? Dla nich byłabym w stanie znosić te upały jeszcze bardzo długo!

WNIOSKI

Bolonia to zdecydowanie „moje” miasto. Mogłabym tam mieszkać, bez dwóch zdań. Bolonia ma dokładnie to, czego oczekuję po włoskich miastach, a czego brakowało mi w Mediolanie. Magiczna atmosfera, piękna architektura, pyszne jedzenie i sklepy mojego dzieciństwa – czego chcieć więcej?
Serio, Bolonia MUSI znaleźć się na Waszej liście miejsc do zobaczenia. Nie jestem wielką podróżniczką, ale takie miejsca jak to doceni nawet amator zwiedzania nie posiadający wielkiego bagażu doświadczeń podróżniczych.

  • Ale mnie zaciekawiłaś Bolonią!! Mam teraz wielką ochotę się tam wybrać! A włoskich lodów sama już za miesiąc spróbuję! I nie mogę się doczekać ;)

  • Ilość zabytków na metr kwadratowy stanowczo mnie zadowala, więc zapewne Bolonię kiedyś odwiedzę, jeżeli kiedykolwiek takiego słowianofila jak ja skusi Europa Zachodnia :D

  • Ile lalek Barbie! Oj kiedyś bym sikała po nogach za nimi! :D Ja już Ci pisałam, że miałam okazję być w Bolonii, ale w końcu tam nie dotarłam. Nie żałuję, bo obejrzałam inne włoskie miejsca jak: Wenecja, Siena i Florencja (no i Mediolan:P). Marzy mi się jeszcze Rzym i włoska Sycylia… no i teraz Bolonia! <3

  • Pół sklepu bym wykupiła z maskotek i nie uważam, że jestem na to za stara. Może tylko Barbie bym omijała, nigdy a lalkami nie przepadałam.

  • No i właśnie na taki tekst czekałam! :D Cieszę się, że Bolonia przyćmiła złe wspomnienia z Mediolanu :D.
    PS. Panie Luby, jak mogłeś nie kupić Ukochanej maskotki?:P

  • Sama mimo 26 lat oszalałabym w takim sklepie :D Miasto rzeczywiście prezentuje się bajecznie chociaż zdjęcia to tylko namiastka tego jak to się prezentuje w rzeczywistości. Bardzo mnie zaciekawiłaś tą relacją.

  • Zawsze lepiej wchodzić niż schodzić, a podejrzewam, że nie ma innej drogi powrotnej tylko trzeba tymi schodami w dół… Piękne miasto. Chyba za słabo marzę o Włoszech, bo nie mogę tam dojechać jak dotąd :-/ Podziwiam z daleka. Ale tak to jest, kiedy podróżuje się w parze z facetem – tzw. sztuka kompromisów.

  • Ja mam lęk wysokości i w życiu nie weszłabym na taką wieżę. Zawsze odpuszczam tego typu atrakcje, nawet na wieżę Eiffla nie wjechałam. Ciekawe, lekcje anatomii w takich wnętrzach :D

  • Zazdroszczę takiej fajnej wycieczki. W tym sklepie Disneya chyba bym ocipiała z zachwytu ;D Mój wewnętrzny 5-latek uwielbia takie miejsca. Co Ty się przejmujesz wiekiem? Ja bym kupowała maskoty bez zastanowienia. Teraz w sumie mam dla kogo, ale nawet przed młodym nie było u mnie oporów. Mój mąż przywiózł mi Olafa z Danii, śpię z nim cały czas, już brudny biedaczek :D

    • Spoko, z misiem to ja też śpię! :D I wiesz, maskotki bym pewnie kupowała, ale już na te księżniczkowate kiecki to naprawdę jestem za stara… :D
      Ale serio – ceny w tym sklepie są kosmiczne, więc poszaleć też się nie dało. :<

  • niestety nie miałam okazji zwiedzić Bolonii, a szkoda. bardzo chętnie zwiedziłabym te miejsca, wspięła się na wieżę i zjadła lody nakładane szpatułą :D

  • Jeeej! Zazdroszczę wycieczki, chętnie bym sie wybrała do takiej Boloni, nawet poświęciłabym się i weszłabym na tą wysoczastą wierzę <3 Dla takich widoków warto, nawet pomimo mojego niedawno odkrytego lęku wysokości :D
    Powiem Ci, że nie tylko Ty byś oszalała w takim sklepie, jestem z Tobą i marzę o takiej myszce Miki! <3 <3

  • Lody włoskie najlepsze pistacjowe, a co do Disneya, to ja się aktualnie przymierzam do lalki Dzwoneczka. Odrzuciłam ograniczenia – kobieta nigdy nie jest za stara na ładne rzeczy.

  • Byłam w Bolonii rok temu i też bardzo mi się spodobało :) Zaczarowały mnie te podcienia ciągnące się przez długie ulice, które w upalne popołudnia były nieocenione. Jeśli chodzi o wieże, to nie wiem, czy wiesz, ale kiedyś było ich w Bolonii blisko 200. W tamtym regionie stanowiły one kiedyś symbol zamożności i każdy bogatszy człowiek sobie taką budował – im zamożniejszy tym wyższa wieża :) Jestem ogromną fanką Włoch, więc każdy taki wpis czyta mi się z ogromną przyjemnością :)

  • Cudnie! Bajeczna podróż!

CZEŚĆ!
Studiuję polonistykę, piję dużo książek, czytam jeszcze więcej kawy i czasami trochę miesza mi się od tego w głowie. :)
Najpopularniejsze
Facebook
Wyzwanie czytelnicze
Obserwuj mnie na Instagramie

@gabriela.deda