Powrót na stronę główną
Kultura

Matura to jednak bzdura

  • 8 kwietnia 2016
  • Gabriela Deda
  • Komentarzy: 8
  • Odsłon: 826
Za miesiąc matura! Ach, już widzę te wszystkie przestraszone miny maturzystów, którzy dostają ścisku żołądka na samą myśl o egzaminie, który czeka ich w maju. Sama przeżywałam stres związany z maturą zaledwie rok temu, choć przyznaję, że nie umierałam przez to tak jak niektórzy. Do samej matury podeszłam raczej na luzie.

Przez trzy lata nauki w liceum nie robiłam prawie nic. Naprawdę. Nie było mowy o przyswajaniu materiału na bieżąco, na sprawdziany uczyłam się od czasu do czasu (za wyjątkiem przedmiotów maturalnych), a do odpowiedzi nigdy nie chciało mi się zgłaszać. Zamiast nauki czytałam książki, oglądałam seriale i zgłębiałam tajniki mojego białego sufitu z podręcznikiem od historii na kolanach. Na lekcjach grałam w Candy Crush lub rozmawiałam z osobami, które akurat były online. Wyjątek stanowiły zajęcia języka polskiego, które zawsze mnie zachwycały i pochłaniały niemal w całości. Moja polonistka zawieszała swoją wiedzę nad nami, wystarczyło tylko po nią sięgnąć. Ja czerpałam całymi garściami.

Do matury zaczęłam przygotowywać się późno. Powtórki z wiedzy o społeczeństwie, którą zdawałam na rozszerzeniu, niby zaczęłam robić jakieś dwa miesiące przed egzaminem, ale było to coś w stylu „mam jeszcze całą masę czasu, nie ma co się spieszyć”. Otrzeźwienie przyszło dwa tygodnie przed maturą, kiedy po zrobieniu jednego arkusza maturalnego dopadł mnie kryzys. Stwierdziłam, że nic nie umiem, więc przez kolejne dni wstawałam rano, piłam kawę i zasiadałam do nauki WOS-u. Kończyłam ją po czterech lub pięciu godzinach, w zależności od tego, jak szybko mi to szło.

Później zabrałam się za szybkie powtórki lektur, chociaż nie był to zbyt ciężki orzech do zgryzienia, bo wszystkie pozycje miałam przeczytane (prócz „Chłopów” Reymonta, przez których po prostu nie udało mi się przebrnąć i wymiękłam po jednej stronie, dosłownie), a poza tym – jak wspomniałam wyżej – na polskim nie próżnowałam. Przez całe liceum był to mój ulubiony przedmiot, któremu poświęcałam najwięcej uwagi i po prostu cieszyłam się (jakkolwiek dziwnie to nie brzmi) na myśl o nauce polskiego. Chociaż „nauka” to może złe słowo, nieczęsto zdarzało mi się bowiem, żebym siedziała i wkuwała. Samo wchodziło, głównie na lekcjach. Moja praca w domu była minimalna i skupiała się na czytaniu pozycji, które na zajęciach poleciła pani profesor.

Matematyki akurat uczyłam się w miarę regularnie i jest to chyba jedyny przedmiot, na który poświęciłam tyle czasu w domu (nie liczę języka polskiego, ponieważ to akurat stanowiło dla mnie przyjemność, a nie przykry obowiązek). Robienie zadań było dla mnie torturą i nigdy nie szło mi dobrze. Przekleństwo większości uczniów stało się również moją udręką, ale jakoś udało mi się z tego wybrnąć. Całe szczęście, że miałam fenomenalnego pomocnika. Przez fakt, że uczyłam się na każdy sprawdzian i na każdą kartkówkę dość sporo, stwierdziłam, że do matury nie będę czynić specjalnych przygotowań, bo wolę spożytkować ten czas na naukę czegoś innego. Poza tym matematyka to jedyny przedmiot maturalny, który miał dopiętą przeze mnie karteczkę z napisem „byle zdać”.

Jak widać nie trzeba siedzieć przed książkami dzień i noc. Oczywiście, że trzeba włożyć w to wszystko trochę pracy, ale ostatecznie wszystkie nerwy, które co roku tysiące trzecioklasistów zjada przed majem są tak naprawdę niczym więcej jak reakcją na to, co mówią rodzice, nauczyciele i znajomi. „Masz się stresować, w końcu to matura!”. Bzdura. Ja stresowałam się chwilę (właśnie dwa tygodnie przed maturą, kiedy dopadł mnie ten nieszczęsny kryzys), potem mi przeszło, a do egzaminów podeszłam na totalnym luzie. Polecam, takie nastawienie pomaga zachować świeżość umysłu. W końcu to tylko trochę większy sprawdzian z matematyki, polskiego czy angielskiego. Poza tym hej – nawet najwięksi debile go zdają, a Ty miałbyś nie zdać? Dasz radę, głowa do góry!

Matura to ważna sprawa, która naprawdę jest potrzebna do tego, żeby dostać się na studia. To nie ulega wątpliwości, nikt chyba nie ma zamiaru się z tym wykłócać. Ale moim zdaniem forma maturalna jest całkowicie pozbawiona sensu. Uczymy się do niej schematów i postępowania według klucza. Po prawie roku studiowania polonistyki, bez cienia wątpliwości mogę stwierdzić, że gdybym teraz miała podejść do matury z rozszerzonego polskiego, wcale nie napisałabym jej lepiej. Ba, najpewniej napisałabym ją znacznie gorzej niż przed rokiem. Oczywiście poszerzyłam swoją wiedzę dotyczącą zjawisk literackich, znam lepiej treść niektórych lektur i poznałam mnóstwo ważnych oraz wartościowych tekstów, ale… co z tego? Na studiach nikt nie uczy mnie jak wpisywać się w klucz. W pracach, które piszę nie muszę zawierać – punkt po punkcie – pewnych informacji tak, jak jest to na maturze. Mimo że studiuję polonistykę, mimo że przykładam się do nauki i naprawdę poświęcam na nią ogrom czasu (przeszłam jakąś ogromną metamorfozę z dziewczyny, która uczy się od czasu do czasu, w dziewczynę, która większość czasu spędza nad książkami… Co fajne studia mogą zrobić z człowiekiem…), maturę teraz napisałabym albo na takim samym poziomie jak przed rokiem, albo uzyskałabym niższy wynik.

Dlatego sądzę, że nie ma co przywiązywać zbyt wielkiej wagi do tego egzaminu. Trzeba go po prostu dobrze napisać, ale wierzcie mi, że nauka schematyczności nie jest umiejętnością, która przyda Wam się na studiach czy w późniejszym życiu. Dopiero na uczelni nauczycie się myśleć kreatywnie i nieco szerzej.

Tego się trzymajcie i obiecuję, że wszystko będzie dobrze.
  • To było tak dawno, że ja wiem tylko jedno…nie chciałabym podchodzić do matury jeszcze raz. ;D Za duży stres.:D

  • Do matury uczyłam się tylko prezentacji z j. polskiego. Nic więcej, serio! Zdawałam biologię, no może coś tam z niej kilka razy powtórzyłam, ale na pewno nie siedziałam godzinami w książkach. Od razu wyszłam z założenia, że całego liceum w miesiąc nie nadrobię. Nawet lektur nie powtarzałam, bo przecież jakbym coś zapomniała to i tak mam fragment, którym zawsze mogę się podpierać i skojarzyć z całością. Na szczęście na mojej maturze nie było przymusowej matematyki, chociaż gdy przeglądałam w tamtym roku arkusze, to aż tak bardzo trudna nie jest. Moim zdaniem by nie zdać matury naprawdę trzeba się postarać. Bardziej to dla mnie test na inteligencję :) Chociaż jeśli o stres maturalny chodzi to rozumiem tych co startują na studia medyczne lub inne specjalistyczne, gdzie wysoki wynik się liczy. A jeśli nie ma się aż takich ambicji to nie ma co wpadać w panikę ;)

  • Ola

    Nic odkrywczego szczerze mówiąc, że nic nam ona nie daje. Poza papierkiem nie jest w niczym potrzebna. Choć u mnie do matury jeszcze półtora roku (2 klasa technikum) to juz wiem, że pójdę tam z myślą „byle na 30% i z głowy”.

  • Ja swoją maturę bardzo hmm… miło wspominam. Dokładnie tak jak Ty, przez liceum nic nie robiłam. Uczyłam się tylko z historii, WOSu no i matmy czasem, bo miałam wymagające nauczycielki. U nas z matmy był naprawdę wysoki poziom, ale nie żałuję teraz. Co do polskiego to nie miałam tyle szczęścia co Ty. Moja nauczycielka była straszna, nie potrafiła nas niczym zainteresować. Bez przerwy tylko pisała na tablicy i przez to ciągle miała ubrudzone ciuchy kredą. Pamiętam tylko jeden ciekawy motyw na polaku – jak wybrudziła sobie zęby czerwoną szminkę. Śmiałyśmy się z koleżanką 2 godziny, a ona nie wiedziała dlaczego. Tylko w podstawówce miałam fajną nauczycielkę przez rok, to dzięki niej trafiłam na filologię, chociaż ona nie ma o tym pojęcia. Uczyła mnie tylko rok, ale to wystarczyło. Generalnie moi poloniści nigdy we mnie nie wierzyli, a ta z liceum zawsze obniżała mi oceny z wypracowań, bo miałam swoje zdanie. Matematyki nie zdawałam, za moich czasów jeszcze nie była obowiązkowa. Też uważam, że do matury trzeba podejść na luzaku. Tak naprawdę na studiach poczułam, co to jest prawdziwy egzamin :)

  • Zazdroszczę tego podejścia na luzie!
    Ja się strasznie stresowałam – przed polskim nie umiałam zasnąć dość długo, mimo, że normalnie zasypiam w parę minut. I to o dziwo – stresowałam się najbardziej przed tym pierwszym – polskim, mimo, że to zawsze mi w miarę jakoś szło, tylko lektur nie czytałam, a opracowania :D Za to przed matmą stres był już dużo mniejszy i w sumie zastanawiam się dlaczego :D
    Im więcej egzaminów pisałam, tym bardziej to już miałam gdzieś – do ostatniej historii pod koniec maja nie otowrzyłam nawet książki, a zdałam na 70% :D

  • W końcu jakieś dobre i konkretne rady dla maturzystów! :)
    Całe szczęście, że matura już za mną. A najbardziej cieszę się, że nie musiałam zdawać matematyki, bowiem ona od zawsze spędzała mi sen z powiek. Sciągałam od koleżanek ile wlezie, bowiem nieuk matematyczny był ze mnie na potegę.
    Za to język polski – rozplywałam się na jego lekcjach. Na szczęście chodziłam na profil humanistyczny, więc i ulubiony język polski był głównym przedmiotem zajęć.
    Zamiast uczyć się do matury to ja po prostu postanowiłam sobie poczytać POTOP. A co! Udało się. Książka zaliczona, matura świetnie zdana :) Dzisiaj już jestem 3 lata po studiach, a do matematyki pozostał mi uraz do dnia dzisiejszego. Nie ogarnę za pierona.

    Buziaki :*

  • O ile pamiętam, przysiadłam tylko do matmy, która sprawiała mi trudności. Rozwiązywałam zadanka i matura zdana. W szkołach jest strasznie duża pompa na zdawanie matury, a jej znaczenie jest wyolbrzymione. W dobie otwartej, darmowej edukacji przez internet, o wiele łatwiej zdobyć wiedzę niż na uniwersytetach i w szkolnych ławach, a dobrzy specjaliści, nie muszą koniecznie mieć studiów. Myślę że to takie niepotrzebne straszenie młodzieży, już od podstawówki. Nie taki diabeł straszny :)

  • Prawdę mówiąc, z perspektywy czasu, mogłam sobie więcej odpuścić w liceum, matura nie była aż tak znowu trudna, z matmy byłam wyjątkowo zadowolona ;) teraz uważam, że był to jeden z łatwiejszych egzaminów w moim życiu. Trudne egzaminy dopiero zaczęły mi się na studiach ;)

CZEŚĆ!
Studiuję polonistykę, piję dużo książek, czytam jeszcze więcej kawy i czasami trochę miesza mi się od tego w głowie. :)
Najpopularniejsze
Facebook
Wyzwanie czytelnicze
Obserwuj mnie na Instagramie

@