Powrót na stronę główną
Literatura

Jesteś graczem, czy obserwatorem?

  • 25 lutego 2017
  • Gabriela Deda
  • Komentarzy: 13
  • Odsłon: 543
Dosłownie dziesięć minut temu skończyłam książkę, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć i uwierzcie mi, że jestem podekscytowana jak mało kiedy! Po ostatniej sesji, która wyssała ze mnie resztki energii i radości, pierwszą rzeczą, o jakiej zamarzyłam, było przeczytanie jakiejś odmóżdżającej książki, która nie jest lekturą.

 

Przeglądając moją długaśną listę „Chcę przeczytać” na LubimyCzytać.pl natrafiłam na „NERVE” i stwierdziłam, że to może być dobra pozycja na tę chwilę.

 

BAŁAM SIĘ

Przed sięgnięciem po tę książkę miałam jedną, ale dość sporą obawę – „NERVE” to powieść młodzieżowa. A ja bardzo nie lubię młodzieżówek, ponieważ uważam, że są infantylne i ogłupiające. No i oczywiście mydlą oczy, prezentując młodym ludziom odrealnione scenariusze i – przeze wszystkim – abstrakcyjne związki. Potem te wszystkie trzynastoletnie dziewczynki, które są szarymi myszkami oczekują, że w ich życiu nagle pojawi się jakiś superseksowny bad boy i wszystko zmieni. Bo w większości powieści dla nastolatek pojawia się właśnie szara myszka, jej przyjaciel, który się w niej podkochuje i ON – superprzystojny, superpociągający i superbuntowiniczy – jak John Travolta w „Grease” (♥).

 

Z drugiej strony pomysł na fabułę niesamowicie mi się spodobał i byłam ogromnie ciekawa jak Jeanne Ryan sobie z tym poradziła. Nie będę ukrywać, że wątek gry, w której robi się jakieś głupie albo nawet niebezpieczne rzeczy w realnym świecie bardzo do mnie przemawiał. No i trzeba postawić sobie bardzo ważne pytanie – jesteś graczem, czy obserwatorem?

 

ALE SZYBKO PRZESTAŁAM

Pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła był fakt, że główna bohaterka – Vee – ma własne zdanie. Naprawdę! Okazuje się, że dziewczyna może i jest szarą myszką, ale mimo wszystko posiada temperament i potrafi czasami sama podjąć jakąś decyzję.

 

Czytając „NERVE” nie uderzałam się co chwilę w głowę, bo bohaterka raz za razem rzuca idiotycznym tekstem czy robi całkowicie irracjonalną rzecz. Pewnie, takie rzeczy też się zdarzają, ale bardzo rzadko i nie rażą jakoś szczególnie.

 

Pojawia się tutaj charakterystyczny dla powieści młodzieżowych schemat: główna bohaterka, jej olśniewająca przyjaciółka (koniecznie o cudownych blond włosach!), przyjaciel, który się w niej podkochuje i wspomniany wcześniej John Travolta bad boy.

 

I teraz nie wiem, czy nie przeszkadzało mi to tak bardzo dlatego, że raczej nie czytam młodzieżówek czy jednak dlatego, że autorka tak szybko prowadzi fabułę, że nawet nie mam czasu się nad tym porządnie zastanowić.

 

Bo muszę tutaj przyznać, że fabuła toczy się naprawdę dynamicznie. Akcja za akcją, zadanie za zadaniem, komplikacja za komplikacją. Dzieje się dużo, szybko i cholernie ciekawie!

 

Co prawda zdarzają się nieco przydługie dialogi między tym wszystkim, ale znów – jest ich tak niewiele, że w zasadzie nie przeszkadzają w lekturze.

 

KOŃCÓWKA I ZAKOŃCZENIE

Ale! Gdy mijamy połowę książki to już w ogóle jest kosmos. Do tej pory czytałam tę książkę z zapartym tchem, ale po przekroczeniu połowy już naprawdę zapominałam oddychać! Kumulacja dosłownie wszystkiego – pełno emocji, strachu, zaskoczeń. Końcówkę czyta się niesamowicie szybko, a do tego niezwykle umiejętne kończenie rozdziałów (nie ma nic gorszego i lepszego jednocześnie niż kończenie ich w taki sposób, że TRZEBA czytać dalej. Szczególnie, gdy jest już naprawdę późno i jest się zmęczonym…) sprawia, że chcemy ciągle więcej i więcej.

 

A samo zakończenie książki? U mnie to było coś w rodzaju: „O NIE! O Boże, czyli że co? NO ALE JAK TO, LUBY?! Chyba oszaleję, jak oni w ogóle mogli?!” (Luby potwierdzi!).

 

Luby: potwierdzam!

 

Jednym słowem: zakończenie ma charakter otwarty. I to w sposób bardzo, bardzo mocny. I tutaj znów: z jednej strony uwielbiam takie zakończenia, bo to powoduje, że muszę naprawdę długo siedzieć i rozważać różne opcje. Z drugiej strony nigdy nie będę miała pewności jak ta historia się zakończy. Ból jakich mało!

 

Ogólnie muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem tej pozycji. Zdecydowanie nie jest to młodzieżówka z gatunku tych niezwykle irytujących. Bawiłam się świetnie i chętnie przeczytałabym coś podobnego. A już z całą pewnością obejrzę film, który powstał na podstawie tej pozycji!

 

A Wy – czytaliście „NERVE”? Jak wrażenia? Dajcie znać!

 

Tymczasem mam dla Was coś nowego. Od dzisiaj, pod każdą moją recenzją książki, będzie pojawiała się rubryka o nazwie „4 po 4”. Chciałabym przedstawić Wam opinie innych osób, które również miały styczność z recenzowaną przeze mnie książką. Wiem jednak, że nie każdy miałby czas pisać dla mnie nie wiadomo jak dużo treści, więc za każdym razem poproszę 4 osoby, by w 4 słowach/wyrażeniach napisały mi, co sądzą o danej pozycji.

 

Zapraszam zatem na pierwsze spotkanie z 4 po 4. :)

 

4po4

zaskakująca, wciągająca, ciekawa, zabawna
Kinga

dynamiczna, ciekawy motyw przewodni, intrygujące zakończenie, rewelacyjna okładka
Justyna

interesująca, wciągająca, przewidywalna, lekka
— Virginia

lekka, udany debiut, zapadające w pamięć zakończenie, sympatyczna główna bohaterka
— Ola

  • Normalnie bym nie sięgnęła, ale chyba mnie zachęciłaś! :)

  • Świetny pomysł z tym 4 po 4, sam dodałbym jeszcze do każdej recenzji, jeden lub więcej linków do recenzji na innym lub innych blogach. Ostatnio strasznie mozolnie idzie mi czytanie książek, więc pewnie nie sięgnę po tą książkę, ale recenzja zachęca.

  • Czy to jest w ogóle możliwe, by lista książek do przeczytania się kiedykolwiek skończyła? :D

    • Nie. #potwierdzoneinfo :D
      Za każdym razem mówię sobie, że już więcej nie dopisuję do listy „chcę przeczytać” na LubimyCzytać, a później nagle pojawia się taka książka, która po prostu MUSZĘ tam dopisać… :D

    • Właśnie też miałam pytać :D

  • Cholerka, powiem Ci, że mnie zaciekawiłaś i zachęciłaś:D chętnie ją przeczytam, mimo że też takich książek raczej nie czytam:)
    A 4 po 4 -fajny pomysł!

  • Młodzieżówka – niet, niet. Wzięłam ostatnio do ręki „Czerwoną królową”, która miała dobre recenzje u wielu blogerów, i wymiękłam po trzeciej stronie – a nie szukałam niczego ambitnego, po prostu kot na mnie zasnął i nie mogłam iść po moją książkę. Książkowa popkultura odrobinkę do mnie nie trafia. Młodzieżówki też. Większą odrobinę.

  • No niestety nie zgodzę się z Tobą. Jest wiele młodzieżówek z przesłaniem i inteligentnym dialogiem. Wspomnę tutaj chociażby książkę „Sposób na Alcybiadesa”, którą po latach miałam okazję sobie przypomnieć. Znajdą się oczywiście te „romantyczne wspaniałości”, ale według mnie też bezsensowne do końca nie są. Młodość polega przecież na tym, żeby być trochę głupiutkim i naiwnym oraz jest po to, żeby uczyć się na własnych błędach ;) A czas na inteligentne lektury zaczyna się nieco później. Chociaż ja szczerze mówiąc strasznie lubię młodzieżówki, lubię te ich infantylne myślenie i głupiutki schematy. To jest poniekąd bardzo urocze <3 Kojarzy mi się to z beztroską i moim licealnym życiem :) Oczywiście znajdą się też przesadnie naiwne, których wręcz nienawidzę, np. "After. Płomień pod moją skórą" XD Wracając do "Never" – jeszcze nie czytałam, ale chętnie się z tą książką zapoznam.

    • Jasne, nie twierdzę, że wszystkie młodzieżówki są koszmarnie głupie i bez przesłania. :) Ale niestety dużo takich jest, a mnie często po prostu szkoda czasu na podejmowanie takiego ryzyka częściej niż raz na jakiś czas.
      I wiesz, młodość to młodość, popełnia się błędy i się na nich uczy, jasne. Ale wkurza mnie, gdy czytam w książce dla nastolatek o nie wiadomo jakiej miłości, której potem te dziewczyny oczekują. I pewnie, one kiedyś z tego wzrosną i ogarną, że życie to nie ich książki, ale mimo wszystko – czasami taka literatura jest aż szkodliwa. :)
      Ale ja oczywiście nie bronię takiej literatury czytać i nie oceniam źle ludzi, którzy ją czytają – absolutnie! Zresztą, jak widać po mojej recenzji, jest trochę młodzieżowych książek, które naprawdę potrafią być świetne nie tylko dla młodszych czytelników. :)

  • Książki nie czytałam, więc nie wiem jak to tam z nią do końca jest. Choć Twój opis fabuły brzmi bardzo zachęcająco i nawet jeśli to książka z kategorii tych młodzieżowych, a ja do młodzieży mam już trochę daleko :D to jednak byłabym skłonna po nią sięgnąć. Fajny pomysł z tym, że inni też mogą zostawić swoje trzy grosze a propo zdania o książce. Czekam na więcej ;)

  • Miałam przyjemność obejrzeć film ( nie wiedziałam o książce) i bardzo mnie wciągnął. Idealny na wieczór w gronie znajomych i na odpoczynek – książki już raczej nie przeczytam.

    • Film różni się od książki wszystkim. Tak naprawdę jedyną rzeczą, która się zgadza to imiona bohaterów i motyw gry. Nawet wyzwania się nie powtarzają (ani jedno!). A zakończenie w książce jest już w ogóle zupełnie inne i o niebo lepsze! To jest ten przykład, gdy film i książkę trzeba traktować w 100% osobno. :)

  • Oglądałam film i przyznam się, że mi się spodobał i zachęcił aby sięgnąć po książkę:)

CZEŚĆ!
Studiuję polonistykę, piję dużo książek, czytam jeszcze więcej kawy i czasami trochę miesza mi się od tego w głowie. :)
Najpopularniejsze
Facebook
Wyzwanie czytelnicze
Obserwuj mnie na Instagramie

@gabriela.deda