Powrót na stronę główną
Kultura

Demon Zakopanego

  • 23 sierpnia 2015
  • Gabriela Deda
  • Komentarzy: 20
  • Odsłon: 3552

A kiedy osiągnął już [artysta po śmierci] pewien stopień „wielkości”, karmią się nim wszyscy ci, którzy piszą o nim monografie, jego biografie, sondują jego „głębię” z tą zupełną pewnością, że się nic nie pomylą, bo przecież wszyscy mają go za „wielkiego” i dureń jest ten, kto go nie uzna.

Cholera. Jak napisać dobrą biografię kogoś, kto już za swojego życia pisał takie słowa? Ba, jak napisać dobrą biografię kogoś, kogo samo życie było tak ciekawe, że gdyby zrobić z niego książkę, byłaby wiecznym bestsellerem? Ciężkie zadanie stoi przed tymi, którzy chcą opisać jego życie. Nie wiem czy komuś udało się to zrobić na naprawdę wysokim poziomie – póki co nie spotkałam się z taką biografią.

Zagadka dnia – o kim mowa? O jednej z najbarwniejszych postaci polskiego dwudziestolecia międzywojennego. O alkoholiku, narkomanie i erotomanie. O wybitnym artyście.

Panie i panowie: przedstawiam Wam Stanisława Ignacego Witkiewicza.

S. I. Witkiewicz - "Liszka", 1918

S. I. Witkiewicz – „Liszka”, 1918

Nie będę opisywać tutaj całego życia Witkacego, skupię się głównie na jego malarstwie oraz na procesach towarzyszących powstawaniu jego dzieł – a wierzcie mi, były to procesy niezwykłe i bardzo nietypowe.

Odniosłam wrażenie, że Witkiewicz był dość specyficznym dzieckiem. Zbierał i układał w logiczny sposób owady, rośliny i kamienie. Może to dlatego, że nie chodził do szkoły – ojciec zapewniał mu nauczanie indywidualne – więc miał więcej wolnego czasu niż inne dzieci. A może taka była moda. Ja będąc dzieckiem zbierałam kolorowe karteczki i nigdy nie myślałam o nich jak o zamiennikach kamieni, ale może właśnie taka jest geneza tego pomysłu. Kto wie.

Witkacy był niezwykle inteligentnym młodzieńcem i z tego powodu czuł się bardzo wyalienowany. Nie mógł znaleźć z nikim wspólnego języka, przez co miał wiele problemów z własną osobą, popadał w depresję, co zmuszało go do wizyt u psychoanalityka. Czy pomogły – nie wiem, ale śmiem mniemać, że trochę tak, ponieważ w późniejszych latach trochę się rozszalał.

Jego przygoda z narkotykami zaczęła się – a jakże – w Rosji, na wojnie, kiedy to pierwszy raz próbował zażywać eter oraz kokainę. Ten pierwszy nie wszedł na długo do łask, Stanisław zdecydowanie wolał biały proszek wciągany nosem.

S. I. Witkiewicz - "Portret kobiecy", 1920

S. I. Witkiewicz – „Portret kobiecy”, 1920

Sławomir Koper, autor książki „Alkohol i muzy. Wódka w życiu polskich artystów” napisał, że „Witkacy [wojnę] przeżył, a jako pamiątkę z Rosji przywiózł nienawiść do komunizmu i chorobę weneryczną”. Typowy Staś.

Przechodząc jednak do samych obrazów. Witkiewicz junior skrupulatnie i bardzo dokładnie oznaczał wszystkie swoje obrazy. W jaki sposób? Zaznaczając na nich pod wpływem czego dany obraz był malowany. Udało mi się znaleźć całkiem sporo różnego rodzaju sygnatur. Część z nich Wam zaprezentuję – od dzisiaj będziecie mogli patrzeć na obrazy naszego rodaka w zupełnie inny sposób.

Co – kokaina. Najczęstszy z narkotyków.

Et – eter

h – haszysz

Eu – eukodal. Jest to pochodna morfiny.

Cof – kofeina

herb – herbata

FBZ – oznacza, że autor palił podczas malowania fajkę bez zaciągania. Analogicznie – FZZ oznacza „fajkę z zaciąganiem”.

Halo, halo – kofeina i herbata? HERBATA?! Przecież to nie narkotyk… Pewnie, to nie narkotyk, ale nasz Staś był naprawdę bardzo wrażliwy na używki i skoro nawet herbata na niego wypływała w jakiś sposób, to ja się kłócić nie będę. Przy okazji uzależnienie od herbaty (a dokładniej od związków w niej zawartych) również istnieje, więc gdyby się nad tym zastanowić, to może nie być aż tak głupie jak się na pierwszy rzut oka wydaje.

S. I. Witkiewicz - "Portret Włodzimierza Nawrockiego", 1925

S. I. Witkiewicz – „Portret Włodzimierza Nawrockiego”, 1925

Oprócz używek, Witkiewicz zaznaczał również swoją abstynencję od dwóch środków:

NP(+ liczba) – oznaczało, że malarz nie palił przez liczbę dni podaną przy tym skrócie

Nπ(+ liczba) – nie pił przez liczbą dni podaną przy skrócie. Sam znak π oznaczał, że Witkacy nie skąpił sobie alkoholu podczas pracy twórczej.

Na jego obrazach dostrzec można również całą masę innych oznaczeń. Główne to T.C świadczące o tym, że dzieło ma status Czystej Formy, która tak gnębiła nas za czasów licealnych (choć prędzej odnośnie dramatów Witkacego, nie jego malarstwa). Absolutną Czystą Formę oznaczał jako D3)dn, natomiast CF=O stanowiło przyznanie się do porażki w jej zakresie.

S. I. Witkiewicz - "Portret Włodzimierza Nawrockiego", 1926

S. I. Witkiewicz – „Portret Włodzimierza Nawrockiego”, 1926

Równie popularne oznakowanie TU mogło oznaczać poczucie upadku możliwości twórczych artysty. „Mogło oznaczać”, ponieważ Witkacy nigdzie tego nie potwierdził w sposób dosłowny. Są również znaki, których znaczenie już najprawdopodobniej nigdy nie poznamy, jak na przykład H.P czy KN.

Napa lub Napafot oznaczały, że Stanisław malował swoje obrazy (głównie portrety) z pamięci lub z fotografii, natomiast Alcoforado to przedstawienie silnie podniesionej głowy młodej kobiety, wyrażającej stan wielkiej namiętności.

Oprócz używek, Witkiewicz junior oznaczał na swoich obrazach okoliczności zewnętrzne powstawania obrazu, na przykład:

p.p.c – obrazy malowane prawie po ciemku

z.z. – to chyba mój ulubiony typ. Oznaczał, że portret kobiecy był malowany zamiast zgwałcenia.

S. I Witkiewicz - "Portret kobiecy", 1929

S. I Witkiewicz – „Portret kobiecy”, 1929

Jestem jedynie portrecistą tzn., używam środków malarskich dla przedstawienia ludzkiej psychologii.

Tak sam Witkacy mówił o swojej twórczości – szczególnie mając na uwadze pracę w Firmie Portretowej, którą prowadził. Malował tam portrety na zamówienie w różnych kategoriach:

typ A – obrazy najbardziej realistyczne. Ich cena wynosiła około 350 złotych.

typ B – równie obiektywny i realistyczny, ale widać było na nim nieco bardziej charakterystyczną kreskę Witkacego. Cena to 150-250 złotych

typ B+d – „spotęgowanie charakteru do karykaturalności w portretach męskich i demonizmem w kobiecych”

typ C – tworzone pod wpływem narkotyków i/lub alkoholu. Nie obejmowały cennika, nie były one na sprzedaż.

typ D – efekty narkotyczne – najtańsze, bo kosztowały zaledwie 100 złotych.

typ E – interpretacja psychologiczna zgodna z intuicją autora – 150-250 złotych.

S. I. Witkiewicz - "Portret Józefa Fedorowicza", 1930

S. I. Witkiewicz – „Portret Józefa Fedorowicza”, 1930

Od pierwszej połowy 1931 roku Witkacy notował na swoich obrazach również leki, które zażywał, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że nawet zwykłe krople do nosa były tak naprawdę kroplami do nosa z domieszką kokainy. Miał z nią bowiem w tym czasie spory problem.

Z początku narkotyki traktował w sposób „naukowy” – chciał malować pod ich wpływem i porównywać rezultaty. Później przerodziło się to w zwyczajne uzależnienie.

Swego czasu Witkacy namawiał również lekarzy do zażywania peyotlu, by później prosić ich o namalowanie czegoś. I lekarze to robili, a następnie wystawiali swoje narkotyczne dzieła na wystawach w Zakopanem. Nie znamy jednak wyników tych badań, ponieważ obrazy się nie zachowały.

S. I. Witkiewicz - "Portret Tadeusza Kudlińskiego", 1932

S. I. Witkiewicz – „Portret Tadeusza Kudlińskiego”, 1932

Wbrew pozorom większość zachowanych wspomnień o Witkacym jest dość pozytywnych. Ponoć był bardzo sympatycznym i otwartym (który alkoholik nie jest otwarty?) człowiekiem. Na swoim koncie ma wiele świetnych obrazów, fotografii, wierszy i dramatów. Może i nie należy podsuwać go dzieciom jako autorytet i przykład do naśladowania, aczkolwiek musicie przyznać – rzadko kiedy można spotkać aż tak barwną i ciekawą osobowość.

  • Mam pretensje.

    Jestem w trackie przygotowywania materiału o Witkacym. Trafiam na Twój i to jeszcze z dzisiaj! Cholera, spóźniłem się.

    A serio: jest super.

    • O Witkacym można pisać i pisać – sama mam trochę informacji, których nie udało mi się tutaj upchnąć. Poza tym fajnych tekstów o nim nigdy za dużo! :) Koniecznie daj mi znać jak już coś napiszesz – chętnie przeczytam. :)

  • Wow, dużo pracy Cie to musiało kosztować. Przyznam, że chętnie o innych poczytam, super Ci to wyszło. Czyta się bardzo ciekawie.

    • Dziękuję pięknie! :)

  • Mocno mnie zaintrygowałaś mnie, nie przypuszczałam, że taki był z niego łobuziak;)

  • Kurczę, zaraz przesyłam ten post dalej – znam kogoś, kto będzie nim totalnie zachwycony :) I ja też jestem, cudownie, że mamy tak barwne postaci w naszej rodzimej kulturze.

  • Dziękuję za ten wpis! Osobą i twórczością Witkacego jestem zafascynowa od dawna. Niezły był z niego ancymon, a przy okazji szalenie utalentowany człowiek. Uwielbiam jego obrazy i jestem po uszy zakochana w „Pożegnaniu jesieni”.

  • Nie zdawałam sobie sprawy, że Witkacy był „takim” człowiekiem, jak widać innych rzeczy uczą w szkole :) Bardzo interesujący wpis, zaintrygowałaś mnie nim :)

  • Bardzo lubię tę postać. Nie tylko ze względu na obrazy, ale również na twórczość literacką. Wiele zrobił dla polskiej kultury, to mu trzeba przyznać. Był inteligentną i wszechstronnie uzdolnioną osobowością. Cóż, myślę, że z narkotykami chciał trochę poeksperymentować, a wyszło jak wyszło… Wspaniały człowiek i fajnie, że o nim piszesz.

  • Pamiętam, że lata temu, jeszcze w liceum byłam poważnie zaintrygowana ta postacią. Duża w tym zasługa mojej polonistki – fantastycznej kobiety, która regularnie podrzucała nam informacje o takich fascynujących jednostkach :)

  • wiesz, że ja nienawidziałam i nie rozumiałam malarstwa bardzo długo? Pewna polonista mi to obrzydziła, bo suka mówiła nam co tam jest namalowane chociaż widzieliśmy co innego, serio. Aż czasami zerknęła do książki z interpretacją i – aha, aha, macie racje.

    Przeczytałam od deski do deski cholernie mnie on zaintrygował! Po prostu… WOW! I mogłam w spokoju obejrzeć obrazy, bez gderania głupie baby w tle :) Dziękuje Ci za to.

  • faiithfully

    O Witkiewiczu coś tam w liceum się mówiło, ale że malarstwo nie za bardzo mnie interesowało, nie wgłębiałam się w to bardziej. Zapamiętałam jedynie właśnie to, że zaznaczał na obrazach pod czego wpływem był. Nie wyjaśnili tego, miałam sama sprawdzić sobie w domu, ale jakoś wyleciało mi to z pamięci. Teraz dzięki Tobie wszystko już jest dla mnie jasne, za co wielkie dzięki ;) Fakt, postać niezwykle barwna, o której zawsze będzie się mówiło i dobrze jest wiedzieć o nim podstawowe rzeczy. Po przeczytaniu tego postu nie jestem już taka mało wiedząca na jego temat, z czego nawet się cieszę :D

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie na nowy post :)

    http://faiithfully.blogspot.com/

  • Same dzieła Witkiewicza dla mnie zbyt… demoniczne :) Za ciężkie i przygnębiające, ale oczywiście podziwiam styl i kunszt. A te oznaczenia obrazów to coś mega ciekawego, bardzo interesujący wpis!

  • Niby studiuje kierunek artystyczny, ale za cholerę malarstwo mnie nie kręci. Niby rysować lubię, ale o tak o żeby patrzeć na czyjeś prace i coś o nich pisać to już nie. Może przez to, że musiałam się uczyć historii malarstwa i to mnie tak zniechęciło (?) Pamiętam dzieła Witkiewicza z liceum, fakt, faktem wywoływały zachwyt, ale niektóre z nich są naprawdę przerażające :)

  • Moja koleżanka ma hopla na punkcie Witkacego, ma jego wszystkie książki, opracowania o nim i nawet plakaty w pokoju o.O :D

    • Plakaty z Witkacym? :D Nieźle, o tym jeszcze nie słyszałam. :D

      • Serio, dziwię się jej. Gdybym obudziła się w nocy i ujrzała na swojej ścianie jeden z tych dziwnych plakatów Z Witkacym, który pali papierosa – chyba uciekłabym z krzykiem ;)

  • Postać mroczna, tajemnicza i wyłamująca się schematom.

    • starfish

      To tak jak Kajetan P.

CZEŚĆ!
Studiuję polonistykę, piję dużo książek, czytam jeszcze więcej kawy i czasami trochę miesza mi się od tego w głowie. :)
Najpopularniejsze
Facebook
Wyzwanie czytelnicze
Obserwuj mnie na Instagramie

@gabriela.deda