Powrót na stronę główną
Związki & Seks

Cholera, znów to samo

  • 25 grudnia 2015
  • Gabriela Deda
  • Komentarzy: 10
  • Odsłon: 1024

Cholera, znów to samo. Kolejny raz siedzimy w jednym pokoju i nie odzywamy się do siebie. W zasadzie naszą jedyną interakcją są spojrzenia pełne agresji, złości i niewypowiedzianych pretensji. Standard. To smutne, ale po pewnym czasie można się przyzwyczaić. Bo z nim tak właśnie jest – zrobi coś złego, co sprawi, że będę zła, ale nawet nie powie „przepraszam”. Wiem, że nie mogę tego oczekiwać, ponieważ nie potrafi wypowiedzieć tego magicznego słówka. Co gorsza, nigdy się tego nie nauczy, ale gdybym mogła chociaż w jego spojrzeniu dostrzec cień skruchy, z pewnością byłoby mi łatwiej podać rękę jako pierwsza. A ja naprawdę bardzo chciałabym to zrobić. Nie lubię się z nim kłócić. Nie lubię na niego krzyczeć i nienawidzę, gdy przez jego nieumiejętność wypowiadania słowa przeprosin oraz przez moją dumę musimy siedzieć w milczeniu, patrząc na siebie z nienawiścią. Atmosferę w pokoju można ciąć maczetą, a ogniami, które wystrzeliwują z naszych oczu moglibyśmy spokojnie podpalić wszystkie świeczki w naszym mieszkaniu. A jest ich dość sporo.

Ale oczywiście on zawsze wie lepiej, a ja zawsze czepiam się bez powodu. Jakby to, co zrobił nie było wystarczającym powodem! I tak ma szczęście, że trafił na mnie, bo jestem przekonana, że większość kobiet na moim miejscu nie wahałaby się go po prostu uderzyć. A ja nigdy nie podniosłam na niego ręki! Nie byłabym w stanie, za bardzo go sobie cenię. Jak mogłabym uderzyć kogoś, na kim mi zależy? Kogo tak bardzo kocham?

Chociaż, co ja tam wiem. Pewnie i tak w jego głowie wyglądam teraz jak sfiksowana wariatka i histeryczka, która nie ma co robić ze swoim życiem, więc się na nim wyżywa. Pewnie. Spoko, luz. Ale on nie powinien się tak zachowywać! Nie po tylu latach, nie po tym wszystkim, do czego razem doszliśmy! Myślałam, że etap tego typu zachowań mamy już dawno za sobą, bo naprawdę – za dużo wysiłku włożyłam w to, żeby on teraz tym wszystkim ot tak pogardził i żeby zachowywał się w ten sposób.

Rozumiem, że coś takiego mogło mu się zdarzyć raz czy dwa. Ale trzeci raz w ciągu dwóch tygodni? Serio? Co on sobie wyobraża?! Chyba nagle coś przestawiło mu się w mózgu i stwierdził, że puści w zapomnienie wszystko, nad czym pracowałam nie tylko ja, ale również on sam! Wiem, że w wyrobienie w sobie zupełnie nowych przyzwyczajeń włożył dużo nerwów i energii. Doskonale to pamiętam. Dlaczego więc nie potrafi tego uszanować – jeśli nie ze względu na mnie, to chociaż kierując się egoistycznymi pobudkami? W tym momencie jest mi już całkowicie obojętne, czy on będzie robił to z miłości czy z szacunku do mnie, czy dlatego, że nie chce, żebym znów go opieprzyła. Albo dlatego, że sam swego czasu się temu poświęcił. Naprawdę, mam to gdzieś, niech tylko w końcu się ogarnie i zacznie odpowiednio się zachowywać.

Bo co jak wywinie mi taki numer przy znajomych? Albo podczas rodzinnego obiadu? Przecież to zrodziłoby skandal, a ja wystawiłabym się na pośmiewisko. Już widzę, jak wszyscy mówiliby o nas po wyjściu z naszego mieszkania. Domyślam się jednak, że te argumenty byłyby dla niego mało przekonujące, ponieważ po pierwsze i tak wszyscy go lubią, a po drugie on i tak bardzo szybko zapomina o opinii innych na swój temat i ma to wszystko daleko w tyle. Mam wrażenie, że czasami zdecydowanie za daleko…

Wiecie jednak co jest w tym wszystkim najgorsze? Fakt, że jeśli ja już zdecyduję się przełamać w sobie i chcę się do niego przytulić i pogodzić, to on odwraca się tyłem i odchodzi, często warcząc do mnie coś niezrozumiałego. To najbardziej rani moje serce. Wtedy też do mojej głowy dochodzi głos nieustannie zadający pytanie „czy on aby na pewno mnie kocha?”. W takich chwilach nie potrafię sobie odpowiedzieć. Ba, często mam wrażenie, że on już nic do mnie nie czuje, mimo że ja wciąż przepełniona jestem ogromem miłości do niego.

To wszystko jest niesprawiedliwe. Boli mnie serce i boli mnie dusza. Ale naprawdę nie moja wina, że on zachowuje się w taki sposób! Nie będę go ciągle przepraszać za jego złe czyny, szczególnie, że każda taka próba kończy się niepowodzeniem. Wtedy to wszystko kompletnie traci sens.

Ja tylko proszę, niech to się już więcej nie powtórzy. Niech on przestanie to robić. Niech mój pies przestanie w końcu srać na dywan w moim pokoju.

  • Wygrałaś bezapelacyjnie ostatnim zdaniem :D

  • Jaga A

    Oj…. Jak kochać to bezwarunkowo. Miłość to sztuka kompromisów

  • Mistrzostwo :DDD

  • Buahahaha….. Piękna pęta :):) Mój pies kiedyś tez tak urządził mi dywan, najgorsze że zrobił to świadomie i na złość bo nie chciałam się z nim bawić.

  • Hahahahahaha, padłam! Naprawdę świetna opowieść, zaskoczyłaś mnie najbardziej na świecie! Teraz siedzę i się szczerzę do monitora – dobrze, że nikogo nie ma w domu, bo by zdziwieni byli :D

  • hahahhahahah <3 Mega!

  • … no dobra, wygrałaś. Nabrałam się :p

  • Przeczytałam i wiesz co? Zostaję tu na dłużej!

  • Poleciałaś :D:D aż przeczytałam 2 razy tekst, żeby sprawdzić, czy wszystko się zgadza;p

  • Czytając to byłam tak masakrycznie wkurzona na Ciebie i Twoje podejście, że nie doczytałam do końca i scrollnęłam w dół by już Tobą potrząsnąć, ale na szczęście komentarze mnie oświeciły :D Genialne :P

CZEŚĆ!
Studiuję polonistykę, piję dużo książek, czytam jeszcze więcej kawy i czasami trochę miesza mi się od tego w głowie. :)
Najpopularniejsze
Facebook
Wyzwanie czytelnicze
Obserwuj mnie na Instagramie

@gabriela.deda