Powrót na stronę główną
Społeczeństwo

Brak szpilek oznacza brak kobiecości

  • 26 września 2016
  • Gabriela Deda
  • Komentarzy: 22
  • Odsłon: 730
Idąc ulicą, bardzo często zachwycam się kobietami, które ubrane w wysokie szpilki oraz cudowne spódnice kroczą dumnie chodnikiem, często pewnie nawet nie zdając sobie sprawy, że ktoś taki jak ja je obserwuje. Bo to, że faceci masowo się za nimi oglądają wiedzą z całą pewnością. Dla mnie są one bardzo bliskie ideału kobiecego – tego ideału od strony wizualnej. Smukłe, piękne, zadbane, nienagannie ubrane. Niczego więcej nie wymagam. Tak właśnie ma wyglądać idealna kobieta.

Później idę na wielką i elegancką imprezę i widzę takich kobiet trzydzieści. Wszystkie tak samo idealne, tak samo cudowne. A wśród nich taka jedna, ubrana w trampki i przetarte jeansy. I ona dla mnie nie wygląda kobieco. Ona ma do pokonania jeszcze długą drogę ku kobiecości. „Ale ona ma swój styl!” – powiecie. Pewnie, że ma. Doceniam to i podziwiam, że ma odwagę iść tak na imprezę, na której są same ślicznie ubrane i wyszykowane panie. Ale są sytuacje, w których mam jeden wizerunek kobiecości.

Bo wysokie, eleganckie szpilki to coś, do czego wzdychają wszyscy – i kobiety i mężczyźni. Wyglądają niesamowicie zmysłowo i od razu dodają kobiecie plus pięćdziesiąt do seksapilu. Stopa, na której założony jest but na obcasie wygląda jak główka węża wychodząca spod długiej sukienki. Oznacza coś grzesznego, zakazanego i jednocześnie coś niesamowicie kuszącego i pożądanego. Widzieliście kiedyś głowę węża w stopie? Pewnie nie. Ale zastanówcie się nad tym. Zastanówcie się, dlaczego większość mężczyzn kocha kobiety w szpilkach. Bo z pewnością nie chodzi jedynie o to, że ładnie wyglądają. Bo umiejętnie zrobiony makijaż też ładnie wygląda, a mimo wszystko nie każdemu się podoba, a niekiedy nawet odrzuca. Ładne, klasyczne, eleganckie szpilki rzadko kogoś odrzucają i obrzydzają, prawda?

86a

Nie twierdzę, że każda kobieta musi w szpilkach chodzić po mieście – sama nigdy się tak nie ubierałam, choć gdybym mogła, to z pewnością bym to robiła. Ale wiecie, gdy słyszę, że na wesele (czasami nawet na własne!), studniówkę czy inną wielką imprezę kobieta zakłada trampki czy inne buty sportowe, zapala mi się czerwona lampka.

Taki strój dla mnie oznacza brak fizycznej kobiecości. Podkreślam – fizycznej. I tylko w tamtym momencie. Nie trzeba wyglądać jak kobieta, żeby się kobieco zachowywać, tak samo nie trzeba się kobieco zachowywać, a i tak wyglądać kobieco. Nie nazwę mało kobiecą dziewczynę, która biegnie w mieście w trampkach i bluzie. Codzienność to nie specjalna okazja. I nikt nie zachowuje się codziennie tak, jak robi to podczas jakichś rzadkich i istotnych wydarzeń.

Mam w głowie pewien model kobiety, który nigdy nie będzie miał odzwierciedlenia w rzeczywistości, bo coraz więcej dziewczyn wyłamuje się z takiego schematu postrzegania kobiecości. Nie przeszkadza mi to, absolutnie. Ja po prostu nie podzielam takiego podejścia. Co sobie pomyślę o takiej osobie – to moje. Nikomu nic do tego, co sobie o danej dziewczynie myślę, tak samo jak mnie nic do tego, jak ona się ubiera. Więc ja sobie egzystuję w swojej bańce, a ona w swojej. I jest dobrze. Luz.

A Wy? Co o tym sądzicie? Myśląc o kobiecości nadal macie w głowach ten klasyczny schemat, czy jednak jesteście zwolennikami tej całkowitej swobody?
  • Sooraj

    Zgadzam się z zupełności – szpilki dodają seksapilu i kobieta wygląda na znacznie atrakcyjną, bo wydłuża jej się sylwetka, wyszczuplają nogi i prostuje postawa, ale…:) Piękne, płaskie baletki wyglądają równie kobieco przy odpowiedniej stylizacji. Podziwiam Karolinę Baszak, bo ona potrafi to zwykłych balerinek dobrać swoją stylizacje tak, że jest niezwykle kobieca, a przy tym mało wulgarna i nie przestylizowana.
    https://uploads.disquscdn.com/images/6fbceaacb81ab66340c37d7682297c03577d054a9c25a083c786b7142f3e5ebc.jpg
    https://uploads.disquscdn.com/images/0758278cc5ac7b6e756ce1e8617beda23053eea338baecc6778abd565c3e32b7.jpg

    • Dla mnie sukienka/spódnica i płaskie buty to słabe połączenie. Sama tak czasem noszę z wygody, ale uważam, że płaski but odbiera uroku takiemu strojowi.

  • Mnie kobiety w szpilkach się nie podobają. Wydają się niezwykle sztuczne i znam wielu facetów, którzy myślą tak samo. To prawda noga być może ładniej wygląda w szpilce, ale ile można na nich pomykać. Na imprezy w szpilkach? W życiu! Nogi odpadną po godzinie czy dwóch. Po co się męczyć? Zgadzam się jednak jeśli chodzi o wesela czy inne imprezy, na których potrzebny jest specjalny ubiór – tu szpilki obowiązkowe. Szpilki lub inne eleganckie buty :)

  • Bardzo mnie to zawsze smuci. Bo z drugiej strony – ile znasz dziewczyn, które idąc na te specjalną okazję, nie myślą sobie „Umecze sie, ciekawe czy się potknę i przez większość czasu będe próbowała usiąść, bo tak mnie bolą nogi”? Większość to czuje, bo znowu nam coś kazano – bo bez szpilek to nie kobieta. A to w dodatku takie niezdrowe…

    Czułam przez jakiś czas tę presję na szpilki – teraz tylko przy okazji wyjść ją czuję. Lubię wyglądać w szpilkach – ale nie lubię jak boli. I nie lubię okupywać dobrym samopoczuciem świetnej prezencji.

    A tak z ciekawostek dodam – pracowałam kiedyś w miejscu, gdzie – nie oszukujmy się – miałam być głównie dziewczyną w ładnych ubraniach. Szpilki wymagane, bo kuszą wzrok panów. Z mojego eksperymentu, który tam przeprowadziłam, wynikało jasno, że mężczyźni tak bardzo jednak na to, czy je mam czy nie, nie reagowali – raczej nawet tego nie zauważali. Za to makijaż i sukienkę tak.

  • Podziwiam kobiety noszące wysokie szpilki. Na specjalne okazje zakładam oczywiście buty na obcasie, ale nie jest ten obcas jakoś bardzo wysoki. Niestety nie potrafię chodzić na wysokim, a noga niesamowicie mi się męczy i boli. Co z tego, że ładnie wygląda jak ja umieram z bólu :D W każdym razie u innych jak najbardziej na tak. Szpilki są mega kobiece.

  • Uwielbiam szpilki :). Uważam, że są kobiece i szalenie zmysłowe. Jednak metafora z wężem jakoś mi tutaj nie pasuje ;). Wręcz odebrała uroku kobiecej stopie :D.

  • Ja w ogóle nie chodzę na szpilkach. Nie umiem, na swoim weselu wytrzymałam dwie godziny na obcasach…

  • Jak dla mnie- z punktu widzenia obserwatora- szpilki są kłopotliwe, bo rzeczywiście, niektóre kobiety wyglądają w nich super. Ale jakieś 80% nie umie w nich chodzić, kolebie się jak kaczki w czasie burzy, potyka się albo wygląda po prostu wulgarnie. Och, i te babeczki po czterdziestce, w typie kuleczka na cienkich nóżkach, w wysokich szpilach, które uwydatniają żylaki…
    A ja sama w szpilkach nie chodzę. Mam za duży rozmiar stopy po prostu, i jeżeli mam wydać masę pieniędzy na buty na zamówienie, to wolę coś wygodnego i praktycznego niż niewygodną fanaberię. Ot, życie :D

  • Kiedyś przeczytałam, że szpilki noszą kobiety sukcesu, tak samo jak małe torebki. Z pewnością coś w tym jest, bo oba atrybuty pozwalają nam się poczuć bardziej elegancko i atrakcyjniej.

    • Małe torebki? Moja wiedza widocznie nie doskoczyła jeszcze do tego poziomu wtajemniczenia jeśli chodzi o sukces zawodowy, ale nie rozumiem jak ma się wielkość torebki do sprawy.

      • Kobiety sukcesu nie potrzebują nosić całego domu, jaki nieraz pakujemy do wielkich big shopperek ;) Mała zgrabna torebka z założenia dodaje nonszalancji!

  • I patrz, wyjątkowo się z Tobą nie zgadzam! :D Zapiszmy ten dzień w kalendarzu! :)

    Według Twojej interpretacji niestety ja nie jestem fizycznie kobieca, ponieważ na swoim ślubie miałam balerinki a na poprawinach (p zgrozo!) trampki! I mimo tego, że nie miałam butów na obcasie czułam się bardzo kobieco, a do tego wygodnie i mogłam bez problemu bawić się, skakać, biegać całe wesele i całe poprawiny. :) Bez bólu fizycznego i psychicznego. :)

    Pewnie, szpilki są kobiece i nadają nodze wyrazu i każda noga lepiej wygląda w szpilce niż bez (jeżeli się nie porusza, bo z chodzeniem na szpilkach to już inna bajka) i ja sobie czasem na nie pozwalam (przy większych imprezach), jednak zauważyłam, że z biegiem czasu coraz mniej kupuje szpilek. Jak mam ochotę na podwyższenie to zazwyczaj wybieram koturnę. I nie czuję się przez to mniej kobieca, ale szanuję Twoje zdanie. :)

    Buźka!

    • No jeśli Ty nie czujesz się przez to mniej kobieca to w zasadzie nie ma o czym dyskutować, bo to oznacza, że wszystko jest w porządku. Najważniejszy warunek został spełniony – sama czujesz się dobrze ze sobą. :)
      A ten dzień z pewnością zapiszę sobie w kalendarzu! W końcu musiał on kiedyś nadejść! :D

  • Jakoś żaden facet nie ośmielił się skomętkować, pewnie bojąc się podejrzeń o seksizm i męski szowinizm :)
    Nie ma chyba elementu garderoby kobiety, który bardziej podkreśli jej kobiecość niż odsłaniająca nogi spódnica i szpile, albo ogólnie – buty na wysokim obcasie (no, może poza modnymi w tym sezonie kopytami, które ani nie są obcasem, ani koturnem, a wyglądają jakby się do buta przykleiła kostka rubika). Może push-up potrafi jeszcze tak bardzo przyciągnąć męskie oko, ale to przecież jest (nie)jawne oszustwo i kant, którego nie będę komentować :)

    Co do wygody… Raz w życiu w przedstawieniu szkolnym miałem na nogach szpilki, i to nie cały czas, bo w nich nie występowałem, a jedynie nałożyłem i chwilę pochodziłem. Współczuję Wam kobiety, bo jak dla mnie to narzędzie tortur. Ale z drugiej strony – czy takie przyjemne jest codzienne poranne malowanie się i wieczorne zmywanie makijażu? Robicie to dla siebie, żeby pięknie wyglądać i dobrze się czuć, ale i dla nas – facetów, żeby nam się podobać. My się za to musimy golić i codziennie zmieniać skarpetki.

    I tutaj raczej nie ma drogi na skróty – o ile my, faceci wymyśliliśmy sobie sposób, żeby się codziennie nie golić i na mieście pełno jest zarośniętych mniej lub bardziej, to Wy niestety chyba nie macie alternatywy, bo nawet Miss World w balerinkach wygląda gorzej, niż dobrze zrobiona, ubrana i nosząca obcasy „dziewczyna z sąsiedztwa”.
    Tak, że sorry :)

  • Przez ostatnio rok, moja garderoba przeszła totalną czystkę i została zbudowana na nowo. Mam wrażenie, że z dnia na dzień pokochałam styl klasycznej elegancji. Nie kupuję już bluz, nic oversizowego, dresów czy kolejnych asicsów. Za to moją codzienność buduję na porządnych, możnaby rzec biurowych ubraniach. Szpilkami się nie zajmuję, bo kilka dni i mój kręgsołup wysiada, ale buty skórzane na jesień na obcasie to już inna bajka. Nadal wierzę, że można trafić na szpilki, które będą drugimi kapciami (moja mam takowymi się szczyci), dlatego wytrwale poszukuję póki co ;)

  • Ja kiedyś chodziłam niemal wyłącznie na obcasach, ale odkąd mieszkam na Szczycie, to siłą rzeczy teraz rzadko zakładam szpilki i całkiem się od nich odzwyczaiłam.

  • No cóż. Szpilki wkładam tylko do łóżka i raczej tak zostanie, bo uszkodzone po wielokroć kolano sprawia, że chodzenie w nich jest dla mnie przykrym doświadczeniem. Czuję się bardzo kobieco, niezależnie od tego, co mam na sobie (a wytarte dżinsy akurat bardzo lubię). Nie mam w zwyczaju zastanawiać się, czy będę się komuś podobać, wychodząc na ulicę.

  • Szpilki to jest to, lecz klasyczne! Ni elubię tych cudaków teraz, z obcasami klockami lub kaczuszkami.
    Klasyczna szpilka to kwintesencja kobiecości, pod warunkiem, że zakładamy je z przekonaniem, a nie „bo tak powinnam”.
    Buźka! :*

  • Ja szpilek nie noszę i nie znoszę :D I to nawet nie ze względów czysto praktycznych, bo zdarza mi się chodzić na koturnach, to po prostu absolutnie nie jest mój styl. Szczęśliwie moda daje nam obecnie tyle możliwości, że pomiędzy szpilkami i sukienką a bluzą, jeansami i trampkami jest jeszcze mnóstwo innych opcji, które pozwalają wyglądać i czuć się elegancko/seksownie/kobieco.

  • Ja szpilki i buty na obcasie bardzo lubię, ale z jednego tylko powodu: wysmuklają nogi :) Kiedyś faktycznie ich nie nosiłam, może dlatego, że nie umiałam w nich chodzić. Szczerze mówiąc są stroje, do których nie założę szpilek. Z drugiej strony lubię buty masywne typu martensy, nie mam też nic do trampek. Wszystko zależy od tego, jaki mam humor. Czasem zakładam szpilki, innym razem glany i zawsze czuję się kobieco :)

  • Podobają mi się szpilki. Kiedyś nosiłam częściej – nawet na co dzień. Teraz raczej stawiam na wygodę, a szpilki pozostawiam na specjalne okazje ;)

  • Dla mnie szpilki i sztuczna atrakcyjność tych kobiet to coś co całkowicie mnie odrzuca.
    Bardzo lubiłam chodzić w obcasach (ale nie szpilkach) – przy 160 to nic dziwnego ;) Jednak większość kobiet nie radzi sobie w szpilkach, nie potrafią w nich chodzić i nic w tym dziwnego. Zmiana motoryki na „palce pięta” jest nienaturalna i obciąża koszmarnie stawy w kostce, noga uciekająca do środka, biodra albo latają na boki, albo są tragicznie usztywnione, żeby tylko utrzymać się prosto i „seksownie”. Dla mnie obraz nawet kobiet, które potrafią się poruszać jest zaprzeczeniem seksapilu, to rodzaj kobiet podobający się na kartce i w reklamie butów. Nic poza tym :) Kobiecość, która jest wyuczona, sztucznie upudrowana i włożona w otoczkę, jest nienaturalna. Prawdziwa kobieta to tak, która jest piękna, atrakcyjna w dresie, a i tak powala :P

CZEŚĆ!
Studiuję polonistykę, piję dużo książek, czytam jeszcze więcej kawy i czasami trochę miesza mi się od tego w głowie. :)
Najpopularniejsze
Facebook
Wyzwanie czytelnicze
Obserwuj mnie na Instagramie

@gabriela.deda